Felietony i komentarze

piątek, 3 stycznia 2014

Unia zapłaci za wszystko


Nie jest w zasadzie rzeczą prostą stwierdzenie, kto tak de facto rządzi eurokołchozem. Zasadniczo patrząc z samego teoretycznego – traktatowego – punktu widzenia całą władzę sprawuje Komisja Europejska, a jeszcze ściślej rzecz ujmując – szef tejże komisji (obecnie jest to ,,były” komunista Jose Manuel Barroso). To w jego rękach leży sedno władzy ustawodawczej dla całej Europy, które nieznacznie (o ile w ogóle) ogranicza Parlament Europejski. Ten jednak, wraz z mniejszymi komisjami do niego przyległymi, woli zajmować się reformą spłuczek do toalet niż uprawiać politykę. Nic dziwnego – mandaty poselskie nie zobowiązują tychże ok. 700 deputowanych do jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego.
Istnieją jednak na pewno grupy nacisku, którym to przypada znacznie większa siła niźli samemu generalnemu komisarzowi – mowa tu oczywiście m.in. o Niemcach i (ewentualnie) o innych liczących się krajach Europy. Niemcy jednak prowadzą swoją pokojową wojenkę zgodnie z prawem i zasadami funkcjonowania samej Unii, zaś np. Wielka Brytania musi się zdrowo nagimnastykować, aby wyrobić jakikolwiek posłuch. Tak było kilka tygodni temu, kiedy premier ,,wyspiarzy” Paul Cameron oświadczył, że jeśli władze UE nie zablokują przepływu emigrantów przez granice Brytyjczycy będą blokować wszelkie próby poszerzenia Wspólnoty o nowe państwa. To zaledwie drobna groźba, bo największą tamtejszy rząd straszy nie od dziś – chodzi oczywiście o wystąpienie z Unii. Tego eurokołchoz z pewnością by nie wytrzymał.
Niestety są i przypadki odwrotne, jak chociażby Łotwa, która wraz z 1 stycznia 2014 roku wymieniła własną narodową walutę na euro. Nie ulega wątpliwości, że przy tak skrajnym nadwątleniu wytrzymałości obozu ,,wspólnej waluty” podobny krok można nazwać wprost idiotyzmem. Nawet najbardziej proeuropejscy ,,eksperci” polscy zaświadczają, że przyjęcie euro DZISIAJ jest absolutnym błędem. Oczywiście sama Unia z chęcią dopłaci do łotewskiej transformacji walutowej, skoro może w tenże sposób uzyskać kolejną dobrze utuczoną krowę do przyszłego dojenia. Dodajmy, że taka ofiara jest Brukseli potrzebna, skoro powszechnie wiadomo, że Grecji nie uratuje już nic. Podobne postępowania niektórych krajów (w których znajduje się także Polska) potwierdza teorię red. Stanisława Michalkiewicza, że państwa dzielą się na dwie kategorie: poważne i pozostałe.
Pomijając tak poważne wydatki, jak Łotwa ,,Wielka Zjednoczona Europa” zamierza płacić jeszcze w innych, drobniejszych kwestiach – błahostkach, można rzec. I tak na przykład dowiadujemy się (z prasy Wschodniej, bo Zachodnia oczywiście milczy), że UE przeznaczy 12 milionów euro na... usuwanie syryjskiej broni chemicznej. Przypomnę dla jasności: krok ten podjęty przez prezydenta Asada jest wielkim sukcesem Rosji (Syria unika bowiem interwencji militarnej państw zachodnich). Kto wiem, może mamy tu do czynienia ze swego rodzaju rekompensatą, jaką Niemcy płacą właśnie Rosji za mieszanie się pewnych przedstawicieli państw członkowskich UE w sprawy Ukrainy – rodzimej strefy wpływów Moskwy? To zresztą nie pierwszy taki ukłon w stronę wschodniego konkurenta, bowiem Bruksela zobowiązała się także wzbogacić... Białoruś! Tą samą Białoruś, którą wyzywa się od niedemokratycznych, na którą nakłada się sankcje gospodarcze i Bóg wie, co jeszcze. Tymczasem 4 mln euro zostaną przeznaczone na Państwowy Komitet Standaryzacji Białorusi.
Na wspomniane drobnostki machnąć możemy ręką, bo wydatki na nie nijak się mają do kosztów utrzymania 700 darmozjadów w Parlamencie Europejskim (gdzie sama kawa im serwowana kosztuje 2 mln złotych), członków wszelkich komisji i komisyjek pracujących nad efektywnością toalet oraz oczywiście na biurokrację, płodzącą co jakiś czas tony nowej, postępowej legislacji.

Tymczasem nadchodzi nowy rok i nowe perspektywy. Wątpliwą rzeczą jest, by Unia już przez te 12 miesięcy całkowicie się zawaliła, jednak trzeba powoli, metodycznie popychać koślawe filary w celu przyspieszenia tego procesu. W tym celu należy w pierwszej kolejności odrzucić wszelkie brednie o tym, jakoby Unia była nam potrzebna chociażby ze smutnej konieczności – ani bezpieczeństwa narodowego nie wzmogą eurodeputowani, ani tym bardziej nie usprawnią gospodarczego rozwoju. Zresztą oni są tam tylko w charakterze pożytecznych idiotów – stoją niczym pionki na szachownicy butni i dumni ze swych stanowisk, choć doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwa gra toczy się gdzie indziej, a ich będzie można (jeśli pojawi się taka potrzeba) po prostu zdjąć z planszy. 

PS
Grafika pod tytułem z tematem się bynajmniej nie wiąże, ale jest wynikiem przypadkowych poszukiwań zdjęcia bardziej właściwego. W każdym razie warto się zapoznać z ,,postępowym" krokiem, jakim było wydłużenie wieku emerytalnego - mieliśmy wszak równać do innych krajów UE. Tymczasem jesteśmy jednym z niewielu krajów o progu tak wysoki. Notabene ciekawą rzeczą jest, że nasz ukochany, zachodni sąsiad wiek emerytalny ma podobny...

czwartek, 19 grudnia 2013

Ukraina: za i przeciw


Często powtarzają się na popularnych portalach informacyjnych komentarze typu ,,Czego znów ta Ukraina?”, ,,Nie obchodzi mnie to” itp. Zasadniczo nic dziwnego, bowiem faktycznie z reguły zaledwie 10-20 % społeczeństwa jest realnie zainteresowana polityką, zaś reszta woli śledzić sprawy zgoła inne (jak chociażby ta najbardziej współczesna ,,Matka małej Madzi”). Łapią się oni przy tym na tzw. ,,tematy zastępcze” budowane i ciągnięte wciąż po to, by od rzeczywiście istotnych spraw odwrócić uwagę. Oczywista oczywistość, że ośmielę się zacytować.
W każdym razie Ukraina nie stanowi bynajmniej tematu zastępczego. Wprawdzie kwestia została już na dobre rozstrzygnięta (choć wcale nie powiedziane, że owo rozstrzygnięcie będzie przez wieczność aktualne), to jednak z rozegranego scenariusza wciąż możemy wyciągnąć ciekawe wnioski. Jak wiemy nasz wschodni sąsiad miał dwa wyjścia – Rosja i Unia Europejska. Janukowycz forsował usilnie pojednanie z Putinem, a tymczasem opozycja oraz część mieszkańców Kijowa (dodajmy: niezbyt duża część, bo w sumie uzbierał się blisko milion osób, a z innych miast jakoś nie dobiegały wieści o protestach poparcia dla ,,Majdanu”) wyrażała chęć integracji z UE. Sama Unia zaś nie wyglądała bynajmniej na zainteresowaną rozmowami, bo i nie pojawiły się jakiekolwiek wyraźniejsze interwencje, mimo że w przypadku stosunkowo niewielkich zmian konstytucyjnych na Węgrzech galimatias wywołano niemały.
Przesądzone – można powiedzieć. Janukowycz podpisał porozumienie z Rosja, a do Unii odwrócił się plecami. Cóż, scenariusz do tego odwrotny powtórzył się już w Polsce przed kilkoma laty, kiedy to my mieliśmy za zadanie wybrać między Wschodem a Zachodem. Przyjrzyjmy się zatem temu, co tak właściwie otrzymała Ukraina oraz to, co dostaliśmy my za przyłączenie się do eurokołchozu.
Po pierwsze: dotacje. Najbardziej rozpowszechnionym plusem Unii miały być owe pieniądze, które to takim zalewem miały do nas płynąć zaraz po przystąpieniu, a także później. I o ile na początku zastrzyk dla budżetu pobudził gospodarkę (chociaż możliwe, że ten wzrostowy proces rozwinął się dzięki zrzuceniu jarzma socjalizmu), o tyle później, czyli obecnie, nie kolejne pieniądze nie mają większego znaczenia. Mimo tego propaganda trwa – w telewizji lecą spoty reklamowe, na każdym niemalże budynku widnieje etykietka, że finansowane z funduszy UE itd. Niby to wsparcie dla samorządów. Tymczasem te, choć się rozwijają, również się zadłużają. Co w takim razie jest nie tak? Proste: Unia zobowiązuje rejon, w który wtłoczone są pieniądze do pokrycia 10% kosztów danej inwestycji. I tak oto gminy muszą dopłacać kwoty, których normalnie nie mogłyby wtłoczyć. Oczywiście dotacji brać nie trzeba, jednak skoro były obiecane... resztę możemy sobie dopowiedzieć sami.
Drugim elementem była swoboda podróżowania (a zatem i pracy w innych krajach Europy) oraz przepływu kapitału. Zasadniczo był to warunek konieczny, żeby w ogóle uczestniczyć w gospodarce Europy. Unia stosuje protekcjonizm względem swoich towarów, ułatwiając współpracę tym, którzy do niej należą. Jest to swego rodzaju terror gospodarczy, blokujący państwo zachodnie rynki zbytu. Wyjątkiem zatem jest tu chyba jedynie swoboda poruszania się bez paszportów... ale nie konno! Podobnie i bez psa lub kota! W takim wypadku należy zabrać ze sobą stertę dokumentów na temat zwierzęcia.
I tyle z naszych korzyści. Wad chyba nie muszę wymieniać, skoro zajmuję się tym w zasadzie co tydzień. Co tymczasem dostała Ukraina? Na sam początek korzystną sprzedaż państwowych obligacji (czyli w konsekwencji zmniejszenie długu publicznego), co można porównać do wspomnianego powyżej początkowego zastrzyku finansów, jaki dostała Polska od UE. Poza tym korzystną sprzedaż gazu (po 1/3 ceny). Tego chyba nie trzeba w ogóle komentować – jeden z podstawowych surowców współczesności za połowę ceny. Dodajmy przy tym, że straty Rosja zapewne zechce odbić sobie na innych państwach, co nie wróży nam za dobrze. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zaświadcza, że jego umowa z Rosją nie wyklucza pod żadnym względem integracji europejskiej, co zasadniczo można przyjąć dwojako – z jednej strony nawet Turcja stara się o członkostwo, mimo że dalej jej znacznie od UE niż współczesnej Ukrainie; z drugiego zaś frontu taki niepozorny, zdawałoby się, krok na Wschód może de facto oznaczać bardzo wiele.
Jedno pozostaje pewne – ani Unia, ani Rosja nie są dziś dla państwo środkowoeuropejskich odpowiednią alternatywą. Od zawsze środkowa Europa gryzła się zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem. W przeszłości jednak miała ku temu możliwości w postaci Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a dziś skazana jest na łaskę tyranów. Wiemy jednak jedno – na Ukrainie nie prędko zobaczymy jakąkolwiek poważną manifestację sodomitów, bo i Putin zakazał promowania tej ideologii w Rosji, zaś u nas, w Polsce, w taj materii zło dopiero się zaczyna.

PS

Zapraszam wszystkich czytelników do zapoznania się z działem ,,Audio i video”, gdzie zamieściłem film na temat kłamstw funduszy unijnych. Porządna analiza na temat wszelkich propagandowych łgarstw – szczególnie dla tych, którzy wciąż twierdzą, że jesteśmy coś Unii winni. 

sobota, 14 grudnia 2013

Domowa Fabryczka


Witam wszystkich czytelników!

Tym razem mam zaszczyt zaprosić Państwa na stronę o zgoła odmiennej tematyce. Wszystko dla tych, którzy poszukują ciekawego przepisu na nowe danie, projektu ozdoby świąteczne, elementów plastycznych itp. Zapraszam! 

http://domowafabryczka.blogspot.com

czwartek, 12 grudnia 2013

Świat się zmienia


Pacyfizm – bożyszcze współczesnych ludzi stawiane niemal na równi z osławioną neutralnością światopoglądową. Czym jest? Pojęcie to oznacza ni mniej ni więcej nastawienie ukierunkowane na osiągnięcie powszechnego pokoju. Co w tym złego? Ano to, że ów światowy ład próbuje się często osiągnąć nie bacząc na konsekwencje czy metody (ograniczające zwykle ludzką wolność). Ponadto pokój stanowi rzecz nadrzędną w każdym przypadku, więc staje się niejako nowym bogiem, a sam pacyfizm nową religią. Doktryna ta wiąże się zwykle ze szczytową wręcz naiwnością, pragnącą wierzyć, że do sprawiedliwego, dobrego pokoju nie dążą tylko sami pacyfiści, ale w ogóle wszyscy ludzie. Ci zaś z kolei, którzy oficjalne deklarują sprzeciw wobec tejże idei powinni zostać odstrzeleni... jak najbardziej w sposób pokojowy.
I tak oto przed kilkoma dniami wojska Francuskie lecące do Afryki nie zmierzały tam, by wywołać konflikt wojny, lecz w celu rozpoczęcia ,,operacji pokojowej”. Ten termin stworzyło zresztą ONZ i korzysta z niego – jak widać – po dzień dzisiejszy. Tylko idiota (mówiąc wprost) wciąż będzie wierzył w owe pokojowe działania, czytając kilka dni po wspomnianym wyruszeniu o trupach w stolicy jednego z afrykańskich państw. To w każdym razie żadna nowość – przywykliśmy do tego typu informacji studiując medialne doniesienia o kolejnych wyprawach Amerykanów na Bliski Wschód lub czytając w książkach na temat fiaska w Wietnamie.
Doktryna pacyfistyczna wyznaje również, że dążenia pokojowe będą się potęgować z czasem aż nastanie raj na Ziemi. Pytanie, jak w ogóle ktoś wierzący w słowa Pisma Świętego może uznać taką ideę za prawdziwą pominę, bo stratą czasu byłoby próbowanie dochodzenia prawdy. W parze z wspomnianą koncepcją idzie twierdzenie, iż koniunktura międzynarodowa nie ulegnie już nigdy zmianie – nigdy nie dojdzie do rewizji jakiś granic, a przede wszystkim nie odbędzie się to w wyniku wojny. I gdy na chłodno analizuje się politykę międzynarodową wniosek ten faktycznie się nasuwa na myśl – nie tylko pacyfistom, jak mniemam. Jednak czy nie myślano tak już kiedyś?
Sięgnijmy do historii. Obecnie bowiem forsuje się teorię, że to dzięki Unii Europejskiej (między innymi) taki powszechny pokój jest w ogóle możliwy. W myśl tej zasady to właśnie UE dostała swego czasu pokojową nagrodę Nobla. Przecież to fenomen! Cały kontynent tyle lat w pokoju... czyżby faktycznie fenomen?
Nie, nie i po trzykroć nie! Pierwszy konflikt, który ogarnął niemal cały świat nazwany został ,,wojnami napoleońskimi”. Znamy treść kryjącą się pod tym pojęciem, bo nasi przodkowie aktywnie brali udział w tychże wydarzeniach. Napoleon, jak również wiemy, upadł, a w celu przywróceniu ogólnoświatowego porządku zebrano się na Kongresie Wiedeńskim. Tutaj to po raz pierwszy największe mocarstwa (Austria, Prusy i Rosja) zaczęły układać zasady koegzystencji Europy i innych kontynentów. Ba! Powołano nawet Święte Przymierze, które miało przestrzegać zasad zawartych w postanowieniach wiedeńskich. Jakieś podobieństwo z naszym umiłowanym ONZ! Jest tylko jedna różnica – traktatu wcielającego w życie wspomniany twór nie aprobował papież, jak i Wielka Brytania (ta jednak aprobowała zawarte w nim postanowienia). Rzym pozostał przeciwny, zdając sobie sprawę z groźby.
Epizod ten zakończyła ostatecznie I wojna światowa – największa wojna wszech czasów. A co było po niej? Kolejna dawna ,,Unia Europejska” określona jako Liga Narodów. W tym wypadku podobieństwo do UE jest jeszcze wyraźniejsze: Liga przyłączyła do siebie Niemcy dopiero po jakimś czasie (były one przecież powszechnym wrogiem po I WŚ); podobnie Europejska Wspólnota Węgla i Stali powstała jako opozycja wobec Niemiec i dopiero później przyjęła je do związki. Co jeszcze? Liga Narodów za podstawowy cel swojej egzystencji powzięła... powszechne rozbrojenie! Tak, to żaden mit czy mało znaczące głos jakiegoś marnego przedstawiciela. To był najwyższy cel, przyświecający Lidze. Stowarzyszenie to upadło jednak i wybuchła II wojna światowa.
Co dalej? Możliwe, że schemat się powtórzy (jak dzieje się to w historii) albo zostanie przełamany na rzecz nowych rozwiązań. Jedno pozostaje pewne: światowy, wieczny pokój zapanuje po powtórnym przyjściu Zbawiciela – a tym na pewno nie są ani Niemcy, ani Francja, ani Rosja, ani żaden inny kraj głoszący pacyfistyczne idee. Podstaw zaś pod przyszły konflikt (lub konflikty) jest wiele. Szkocja – w 2014 roku odbędzie się tam referendum w sprawie niepodległości i odłączenia się od Wielkiej Brytanii. Hiszpania – Baskowie protestują nie od dziś, zaś rząd nie zezwolił na referendum w Katalonii, mające zatwierdzić odłączenie się tego ,,województwa” od państwa hiszpańskiego. Niemcy – Bawarczycy nie od dziś podkreślają chęć do stworzenia niepodległego państwa (które zasadniczo funkcjonuje w nazwie). Polska – Ruch Autonomii Śląska liczy... właśnie na autonomię; niektórzy jego członkowie twierdzą, że taki stan rzeczy jest nieunikniony. Ukraina – Krym zamieszkują w większości Rosjanie, a do tego zgłaszają do niego pretensje Tatarzy.

Wymieniać można wiele, a i to z pominięciem tych krajów, które powoli odsuwają się od Unii Europejskiej (Irlandia, Wielka Brytania, Węgry). To oczywiście sam środek Europy, a nie żadne odległe Emiraty Arabskie czy tonące w pożodze kraje Bliskiego Wschodu. To niemalże nasz podwórek, nasze granice. Tym bardziej podobne koncepcje nabiorą siły, kiedy narody zaczną zanikać z jeszcze większą intensywnością, jak teraz. Czy to źle? Może. Warto jednak, jak sądzę, po prostu mieć to wszystko na uwadze i nie dać się zaskoczyć. Wiemy przecież, że możemy liczyć tylko na siebie – państwa już nie ma.