Felietony i komentarze
piątek, 11 kwietnia 2014
Przepraszam wszystkich Czytelników za tak długie zwlekanie, ale wreszcie trzeba to napisać. Otóż ,,Suwerenni" zostali wzięć pod gruntowny (no może nie tak dosadnie...) remont. Kiedy tylko zostanie on zakończony będą pojawiać się kolejne treści (choć w nieco zmienionej formie, ale szczegółów zdradzać nie chcę.
Tymczasem zapraszam na mojego drugiego bloga, który działa regularnie: http://ignis-bws.blogspot.com
Poświęcony jest tematyce historycznej. W kolejnych postach zwykle będą opisywane wybitne postacie kultury rycerskiej, ale i nie tylko (ostatni post odnosi się do współczesnych rycerzy, a dokładniej mówiąc do bractw rycerskich).
Zaprasza i proszę o cierpliwość!
Pozdrawiam,
Autor
czwartek, 20 lutego 2014
Jarek i Donek znowu zgodni
Nie sposób znów nie zacząć od Ukrainy, choć w zasadzie niewiele się zmieniło przez te kilka tygodni. W poprzednich wpisach twierdziłem wprost, że już mamy wojnę domową i oczywiście wojna te nie ucichła, ale rozgorzała jeszcze silniej. Pisałem ponadto, że nie wiadomo, kto na Ukrainie właściwie rządzi (wszyscy oświeceni stwierdzają bez namysłu, że oligarchowie, bo przecież każdy tak mówi, mimo że możliwości jest znacznie więcej). Pomijając oczywiście fakt, kto kieruje poczynaniami na Majdanie (chociaż możliwe, że obecnie nikt tym już kierować nie zdoła).
Tak czy inaczej tłum protestujących wypędził władzę z Kijowa, bowiem na dzisiaj (20.02) przypada dzień jej ewakuacji. ,,Berkut” także cofa się pod ostrzałem karabinu wyborowego, a tłum na powrót przejmuje Majdan. Z Brukseli sypią się pogróżki, że to Moskwa jest wszystkiemu winna, zaś z Moskwy padają identyczne kontry pod adresem Unii Europejskiej i Zachodu.
Tak czy inaczej tłum protestujących wypędził władzę z Kijowa, bowiem na dzisiaj (20.02) przypada dzień jej ewakuacji. ,,Berkut” także cofa się pod ostrzałem karabinu wyborowego, a tłum na powrót przejmuje Majdan. Z Brukseli sypią się pogróżki, że to Moskwa jest wszystkiemu winna, zaś z Moskwy padają identyczne kontry pod adresem Unii Europejskiej i Zachodu.
Nasz premier-geniusz ostro opowiada się za sankcjami. Tymczasem kurs Hrywny leci dramatycznie na łeb na szyje, banki zamykają ukraińskie oddziały, a euro-idioci pragną w swej szczerości dodać jeszcze sankcje, które odczują najbardziej uczestnicy protestów, czyli ludzie bez szczególnie dużego majątku. Zresztą czemu Zachód miałby protestować, skoro zwyciężyła demokracja? W końcu motłoch rządzi już w zasadzie oficjalnie – władza opuszcza zabudowania rządowe, to i tłum powinien je zająć. Demokracja została ustanowiona... a że pojawiło się przy tym dziesiątki ofiar śmiertelnych? Przecież to było do przewidzenia, bowiem nie pierwszy raz na kontynencie europejskim wybucha rewolucja – przed laty we Francji i Rosji było identycznie.
Co robi w tej sprawie polski rząd? Ano to co zwykle – gada. Dodajmy, że rząd i opozycji po raz kolejny w sprawie Ukrainy zapominają o dawnych sporach. Po raz kolejny wypada stwierdzić, iż nic to dziwnego, ponieważ de facto program PO i PiS-u niczym nie różni się zarówno w sprawach gospodarczych, jak i polityki zagranicznej (opierających się na gloryfikacji Zachodu oraz bezwzględnego posłuszeństwa wszelkim euro-idiotom). Tymczasem przechodzi nam koło nosa niepowtarzalna szansa powtórnego odzyskania Lwowa i ,,lewobrzeżnej Ukrainy”, która od dawien dawna była nam przynależna. Oczywiście przy takim państwie, jakie dziś posiadamy, niemożliwy jest w ogóle protest przeciwko przekręcaniu pieniędzy na tzw. globalnym ociepleniu, więc cóż tu mówić o jakimkolwiek rozszerzaniu polskich granic? Poza tym brak ku temu społecznego poparcia (a mamy przecież demokrację), bowiem większość oświeconych obywateli wzbrania się przed rozszerzaniem wojny i powiększaniem cierpienia ludzi.
Cóż, tak głupich argumentów ciężko czasami słuchać – jak owi miłośnicy pokoju teraz mają zamiar pomóc cierpiącym ludziom na Ukrainie? Gadaniem, a jakże! Nic nie można przecież zrobić (poza sankcjami, które są pomysłem wręcz skandalicznym) wobec zamieszek w obcym państwie – ingerencja grozi... ingerencjami właśnie, ale sił, których pierwsi ingerujący wcale sobie tam nie życzą. Mówiąc krótko: nic nie da się zrobić dla Ukrainy, póki jako całość jest po prostu Ukrainą. Widzimy to zresztą jak na talerzu, przyglądając się działaniom nieudolnej (jak zwykle) dyplomacji UE. Rosja zresztą też nie odnosi szczególnych sukcesów na tym polu.
Z kolei na Rumunii oficjalnie toczy się rozmowy w sprawie odzyskania ziem dawniej należnym państwu rumuńskiemu. Przede wszystkim mówi się tu o Mołdawii, która jest zasadniczo bytem odrębnym od Ukrainy, ale dyskusje (tak samo toczone w prasie, jak i w parlamencie) nad aneksją części terenów samej Ukrainy wciąż są żywe. W odpowiedzi na te plany Bułgaria wystosowała ostry sprzeciw, obstając przy obecnym status quo. Na Krymie zaś Kozacy wzywają Putina z prośbą o interwencję, na co zdecydowanie nie zgadzają się tamtejsi Tatarzy. Kłopotów z ewentualnym podziałem Ukrainy może być bardzo wiele, jednak trudno powiedzieć, jak rozwinie się sytuacja. Mimo to rozsądne państwa powinny budować alternatywne koalicje z innymi państwami w przypadku wystąpienia jakiś niespodziewanych okoliczności i mieć plan reakcji na nie. Niestety wiemy doskonale, że Polska do państw rozsądnych bynajmniej nie należy...
Na koniec przenieśmy się na Zachód, a właściwie na sam kraniec Europy – do Gibraltaru. Ostatnio miało tam miejsce niepokojące wydarzenie, bowiem hiszpański okręt wpłynął na terytorium morskie Wielkiej Brytanii. Wyspiarze wysłali przeciwko niemu patrolowiec, który zakomunikował Hiszpanom, że znajdują się na brytyjskim terytorium morskim, które mają natychmiast opuścić. W odpowiedzi otrzymali Brytyjczycy komunikat, iż... to oni znajdują się na wodach hiszpańskich! Mimo zajęcia takiego stanowiska Hiszpanie odpłynęli. Parlament brytyjski zamierza wyjaśnić tę sprawę jak najszybciej. Widocznie ostatnie niepokojące incydenty z tego regionu (o których również pisałem w poprzednich postach) wcale nie zostały ucięte. Konflikt dalej trwa.
środa, 12 lutego 2014
Na pomoc murzynom
EuroGend Force i West European Union (Unia Zachodnioeuropejska) – oto dwie organizacje wojskowe, będące w posiadaniu Unii Europejskiej i jednocześnie finansowane ze składek państw członkowskich (w tym także Polski). Nic to dziwnego, że eurokołchoz funduje kolejne przedsięwzięcia wymierzone w pierwszej kolejności w swoich przeciwników. EuroGend Force już znamy – szczególnie z ostatnich operacji, mających miejsce w Grecji. Owe unijne, paramilitarne bojówki zajmowały się pałowaniem Greków niezadowolonych z polityki ich państwa, sprowadzającej się do posłusznego klękania przed Niemcami (głównymi dostarczycielami kolejnych pożyczek, które – jak informują raporty Komisji Europejskiej – staczają Grecję w coraz większą katastrofę finansową).
Tej obecności EuroGend Force oficjalnie nie odnotowano, ale pojawiły się zdjęcia podobnej działalności we Włoszech. Na oficjalnej stronie organizacji oczywiście o działaniach bojowych nie ma ani słowa – ot jacyś panowie w mundurach i kilka notek na temat powstania organizacji oraz jej pierwszych zadań. Gdzieś na górnym pasku można się doczytać informacji o misjach w Afganistanie albo na Haiti, jednak te europejskiej zadania zostały absolutnie przemilczane. Jasna sprawa, że nic w tym dziwnego, ale o kolejnym tajnym działaniu UE, prowadzącym do spacyfikowania antyunijnych nastrojów odnotować warto.
Drugą z organizacji jest Unia Zachodnioeuropejska. Różni się ona tym od omówionej powyżej, że jest czystą organizacją wojskową, a nie policyjną i – jak do tej pory – nie doczekała się prężnego rozwoju. Jednakże tym razem znów projekt się pobudził, a jego członkowie zadeklarowali misję (oczywiście pokojową) do Republiki Środkowoafrykańskiej. W planach jest wysłanie około 500-600 żołnierzy za całe 25.9 mln euro. Jak łatwo się domyślić na tym Unia działań nie zakończy (bowiem walka z nieuchwytnymi terrorystami do łatwych nie należy) i kolejne fundusze wkrótce zostaną wdrożone.
Poza tym wątpliwości budzi jeszcze jedna kwestia: skąd w ogóle pomysł na taką operację, skoro przecież Francuzi wysłali do Republiki Środkowoafrykańskiej własne wojska bez konieczności oznaczania ich jako ,,unijne”? Czyżby prezydent Holland doszedł do wniosku, że dodatkowe koszta przynajmniej częściowo uda się pokryć? Czy może to Niemcy próbują po raz kolejny uniknąć oficjalnego zaangażowania w jakąkolwiek wojnę i ukryć się za niebieską ścierką z dwunastoma gwiazdkami? Trudno powiedzieć. Możliwe, że operacja ta nijak się nie rozwinie i będzie tylko dodatkowym testem dla wspólnej armii Europy, której utworzenie pewne środowiska zawzięcie reklamują (w Polsce jest to oczywiście Janusz Palikot i zgraja pajaców jemu podobnych). Tutaj – jak i w wielu innych sprawach – czas pokaże.
wtorek, 11 lutego 2014
Wojna bez czołgów
,,F**k the EU” - te oto niecenzuralny zbitek słów zatrząsł ostatnio całą Unią Europejską na tyle, by nawet Angela Merkel ,,była wściekła” (jak napisała Gazeta Wyborcza). Po raz drugi w przeciągu kilku miesięcy Stany Zjednoczone podpadły niedoszłej ,,cesarzowej Europy”. A wszystko to nie na żarty, bowiem słowa te padły w kontekście – bliższym lub dalszym – sprawy ukraińskiej, budzącej obecnie niemałe emocje i to nie tylko z powodu kilku ofiar śmiertelnych. Dodatkowej pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że jeszcze niedawno rozbrzmiewały ostre słowa przeciwko Amerykanom z powodu podsłuchu, jaki służby wywiadowcze zza oceanu zamontowały w prywatnym telefonie komórkowym kanclerz Niemiec. Przy okazji wypłynął szereg innych spraw związanych z podsłuchami stosowanymi nie tylko do śledzenia obywateli państw europejskich, ale także samych Stanów Zjednoczonych.
Sprawa Snowdena śmierdziała jednak na kilometr i właściwie trudno było ocenić, które z danych podanych przez byłego wywiadowcę USA są rzeczywiście prawdziwe. Kiedy okazało się, że amerykańskiego dezertera Niemcy nie przygarną (choć to właśnie oni w głównej mierze skorzystali na akcji Snowdena) musiał on szukać innego obrońcy, więc część informacji mógł zwyczajnie zmyślić. W każdym razie część z nich musi mieć pokrycie w faktach, więc nie ulega wątpliwości, że tak czy inaczej zdrada Snowdena jest dla Stanów Zjednoczonych ciosem. Tymczasem ktoś po raz kolejny zadaje Amerykanom cios, ujawniając wideo ze słynnymi już chyba słowami ,,f**k the EU”, wypowiedzianymi przez Victorię Nuland – sekretarz stanu w amerykańskim MSZ, odpowiedzialną za kontakty z UE. I po raz wtóry oburzać się musi niedoszła ,,cesarzowa Europy”, bowiem kolejna akcja USA uderza po raz kolejny w nią.
I tutaj zahaczamy o sedno: czy to nie dziwne, że w przeciągu tak krótkiego odstępu czasu ktoś ujawnia informacje tak dobitnie dyskredytujące politykę Stanów Zjednoczonych w oczach całej UE (a w zasadzie w oczach samej Merkel, co równa się jednocześnie wspomnianej ,,całej UE”)? Owszem, można powiedzieć, że Rosja (bez wątpienia główny podejrzany sprawca tych incydentów) bez wytchnienia próbuje manipulować informacjami i wydzierać Amerykanom te naprawdę wartościowe, zaś wpadka pani Nuland była tylko wpadką – zbiegiem okoliczności, który należało wykorzystać. Można tak założyć, nic nie stoi na przeszkodzie, jednak trudno na tym sprawę zakończyć i nie doszukiwać się drugiego dna... szczególnie, gdy Rosjanie zakupują dla służb wywiadowczych nie najnowszy sprzęt elektroniczny, lecz stare maszyny do pisania.
Amerykanie najwidoczniej niczego się nie nauczyli podczas licznych prób schwytania Osamy bin Ladena, który przecież przez wiele lat ukrywał się dzięki temu, że żył w ascezie pośród gór i nie używał ani telefonów komórkowych, ani mobilnego internetu, ani innych podobnych wynalazków. Podobne kroki zaczynają wykonywać właśnie Rosjanie. Najnowsze sukcesy wywiadu rosyjskiego (jakimi są Snowden i podsłuch rozmowy pani Nuland) ukazują wyraźną ich wyższość nad CIA, FBI i innymi służbami USA. Tak oto Rosjanie rozgrzebali solidną dziurę między Ameryką a Unią Europejską i nic nie wskazuje na to, by tę dziurę dało się w jakiś prosty sposób zasypać.
Jest jednak jeszcze jedna strona medalu: możliwe, że Snowden wcale nie był rosyjskim agentem (ba!, wydaje się to nawet bardzo prawdopodobne) i jest tylko efektem pewnego procesu, który dotknął Stany Zjednoczone. Rafał Brzeski – były dziennikarz, obecnie specjalista w sprawach wywiadu i wojny informacyjnej – wielokrotnie podkreślał w swoich wykładach, że zawsze jest pewna granica bezwzględności, której przekroczenie wywoła gwałtowną lawinę sprzeciwu. Granicę tę Stany Zjednoczone prawdopodobnie już przekroczyły – szczególnie mając w swoich granicach swego rodzaju ,,państwo w państwie” jakim jest CIA. Dochodzi do tego niesłychana arogancja i intelektualna zapaść elit, połączona ze ślepą wiarą w postęp i technikę (pani Nuland nie przewidziała oczywistej kwestii, jaką może być podsłuch w telefonie). Ta zabójcza mieszanka powoli degraduje Stany Zjednoczone z pozycji prawdziwego mocarstwa, mogącego odegrać realną rolę w polityce międzynarodowej. Oczywiście obecnie te słowa wciąż brzmią na wyrost, jednak proces ten bez wątpienia powoli się rozpoczyna. Przecież te ostatnie dwa wypadki wymierzone wyraźnie w relację USA-UE nie stanowią wyjątku – przed kilkoma tygodniami skazano wysoko postawionego oficera Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych za przesyłanie informacji Rosjanom. Podobne akcje na pewno mają miejsce znacznie częściej, ale przeciętny obywatel nie ma o niczym zielonego pojęcia.
Tak czy inaczej gra toczy się dalej – zachodnia cywilizacja niegdyś słusznie zwana łacińską zaczyna ustępować Wschodowi: zarówno temu bliskiemu (świat arabski ożywia się coraz znaczniej i naciska z coraz większą siłą), jak i odległemu (Rosja rośnie w siłę, a wraz z nią Chiny, które zaczynają rzucać Amerykanom i światowi zachodniemu kolejne wyzwania). Co przyniesie przyszłość? To się dopiero okaże.
środa, 5 lutego 2014
Dekadencji ciąg dalszy, a Ukraina wciąż płonie
Nie minął tydzień odkąd w internecie pojawiła się informacja o raporcie Komisji Europejskiej w sprawie korupcji w całej UE, a już pojawiają się kolejne notki na temat dekadencji ,,wielkiego” Zachodu – oto Szkocja zalegalizowała tzw. ,,małżeństwa” homoseksualne. Ustawę poparła zdecydowana większość parlamentarna (105 głosów za i 15 przeciw). Nie wiemy oczywiście czy każdy z nich został kupiony, czy może zagrali panowie parlamentarzyści w charakterze pożytecznych idiotów. Jedno jest pewne – na nic się nie zda Szkocji niepodległość i oderwanie się od Wielkiej Brytanii, skoro polityka wszystkich państw wyspiarskich niczym się od siebie nie różni. W każdym razie bata kręcą na siebie wszyscy członkowie Zjednoczonego Królestwa – wiemy już przecież, jaką siłą cieszą się tam muzułmanie, a biorąc pod uwagę fakty demograficzne nie ulega wątpliwości, że Wielka Brytania wkrótce może utopić się w wojnie domowej na modłę ukraińską. Chyba że powtórzy się scenariusz duński i przybysze ze wschodu demokratycznie – bez choćby jednego wystrzału – zmienią państwo na kalifat.
My jednak nie możemy ulec budzącym się trendom przeciwko islamizacji, bowiem dla nas wstrząsy demograficzne, jakie mają miejsce we Francji, w Niemczech czy właśnie w Wielkiej Brytanii to wyłącznie korzyść. Kiedy trzy europejskie mocarstwa upadną (albo przynajmniej odpowiednio ku upadkowi się schylą) Europa Środkowa będzie miała realną szansę się podźwignąć spod jarzma zachodniego. Niestety (albo i stety) aby odrzucić ów strach przed islamizacją (która w Polsce de facto nie występuje) należy przede wszystkim odrzucić stereotyp ,,wielkiej zjednoczonej Europy” - mit, który wprawdzie był faktem 1000 lat temu, w dobie krucjat, ale dziś nie ma absolutnie żadnej racji bytu.
Zostawmy tę kwestię natenczas i przenieśmy się na Wschód. Ukraina, jak się okazało od ostatniego mojego wpisu na ten temat, wcale nie przestała płonąć, a wręcz odwrotnie. Wciąż dywaguje się nad tym, czy to już wojna domowa, czy jeszcze tylko jakieś tam zamieszki. Dla mnie wątpliwości nie ma – jeszcze przejmowanie przez demonstrantów budynków instytucji publicznych nic nie znaczy, ale jeśli ginął ludzie wątpliwości powinny odejść na bok. Mamy wojnę. I cóż z tego? Czy powinniśmy się w ogóle tym interesować? Ano właśnie...
Od początku konfliktów na Ukrainie polski (nie)rząd ustalił oficjalną doktrynę, wokół której obracały się wszystkie polskie media. Wszystkie, bez wyjątku – czy to prawicowe (przynajmniej z pozoru) czy lewicowe. Ba! W tej jednej sprawie Donald Tusk i Jarosław Kaczyński pozostali zgodni – tyran Janukowycz musi odejść! Kto go zastąpi oczywiście ani jeden, a ni drugi raczej nie pomyśleli. Najlepsza byłaby pewnie Tymoszenko albo przynajmniej ktoś z jej kliki. Z tym że to dla polskich ,,elit” szczegóły. Ważniejsze było i tak, żeby pokazać się na Majdanie pod pachą Kliczki albo powypisywać jakieś głupoty na Twitterze. Wszystko wskazywało na to, iż polskie elity zamarzyły sobie drugi okrągły stół, ale tym razem na Ukrainie. Tymczasem powiedzmy sobie wprost – tak doskonałej sytuacji do odzyskania jakiejś części Ukrainy (ze Lwowem włącznie) nie było od dziesięcioleci i możliwe, że podobne okoliczności już się nie powtórzą!
Niejeden chórek miłośników pokoju odezwałby się zapewne na te słowa – bo to przecież proponuję kolejne działania wojenne, a biednym ludziom trzeba dać pokój i braterstwo. Oczywiście! Dlatego też dopominają się wszyscy polscy politycy, pojawiający się na Majdanie o wsparcie Zachodu, o jakieś działania, o sankcje nawet, choć doskonale zdają sobie sprawę, że takie postępowanie nic nie zmieni. Białoruś służy tu jako przykład-sztandar. Dawać ,,pokój i braterstwo” można wyłącznie obywatelom własnego kraju, więc i Ukraińcom można by takie dary ofiarować wyłącznie wówczas, gdyby stali się częścią państwa polskiego. Jednakże taka dywagacja to przelewanie z pustego w próżne – aktualne ,,elity” to zaledwie gronko przedszkolaków, które muszą niańczyć Niemcy lub Rosjanie, aby wszystko jakoś się układało.
Na zakończenie dodajmy, że Amerykanie wstrzymali akcje dronów w Pakistanie. Przyczyn nie znamy, ale zniknęły doniesienia o kolejnych zabójstwach. Czyżby zatem owe ,,cuda techniki” okazały się nieskuteczne? Nie ulega wątpliwości, że nawet po wystrzelaniu kilkudziesięciu tysięcy ludzi organizacje terrorystyczne działają, jakby nic się nie stało. USA morduje zatem cywilów i brak jakiegokolwiek międzynarodowego odzewu, zaś kiedy znów wybuchnie jakaś bomba w którymś z amerykańskich wielkich miast rozlegnie się nieprzerwany jazgot. Tak to jest, kiedy idzie się na wojnę nie dbając przy tym o własnych obywateli.
wtorek, 21 stycznia 2014
Sprzeciw!
Powtórzę się, nie ulega wątpliwości, bowiem chciałbym wszystkim czytelnikom polecić kanał utworzony na portalu YouTube.com przez Pana Konrada Daniela. Nie pierwsza to już obywatelska inicjatywa, uderzająca w system, którego my, Polacy - chcąc nie chcąc - jesteśmy częścią. Analizy przedstawione na kanale ,,PodziemnaTV" to porządny, rzetelny materiał, oparty na merytorycznych faktach, a nie bezcelowym gardłowaniu. Polecam raz jeszcze (odnośnik znajdziecie państwo tuż pod krótką notką ,,O mnie").
sobota, 11 stycznia 2014
Stany Zjednoczone Europy
Czas nagli, można powiedzieć, jeśli przyjdzie się przyjrzeć bliżej strukturom Unii Europejskiej oraz wszystkim szwom, które powoli zaczynają puszczać. Jeszcze dwa lata temu nie było mowy o nagłego oderwania się Węgier (de facto już wyszli oni z niemieckiej strefy wpływów bezpośrednich poprzez likwidację współpracy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym), o sprzeciwach Wielkiej Brytanii (której obywatele w przyszłym roku mają w referendum zdecydować czy w UE w ogóle zostaną), Irlandii i Hiszpanii (odmawiających finansowej ,,pomocnej ręki” Niemiec w trudnych czasach) czy Grecji (proszącej się już o bezpośrednią likwidację). Wbrew złudzeniu o swego rodzaju politycznym zastaniu zglobalizowanego świata sytuacja zmienia się praktycznie z roku na rok. Wprawdzie nie ma spektakularnych wiktorii nad siłami nieprzyjaciela, jednak granice (szczególnie te niewidzialne) powoli się przesuwają.
Kłopot to w szczególności dla wspomnianej Unii, a przez to dla Niemiec i Angeli Merkel, będącej od niedawna ponownie wybraną na przywódcę całej ,,Rzeszy”. Oczywiście jako poważna kanclerz zdaje sobie ona sprawę z tego, jak ma się sytuacja (nie jest też bynajmniej zdrajcą pokroju Sikorskiego) i wie również, że należy wreszcie zacząć działać szybciej. Nóż jest na gardle! Dlatego trzeba działać z nadzwyczajną sprawnością natychmiast... a przez to bezpośrednio, nie kryjąc faktycznie swoich działań. Z tej przyczyny Angela Merkle wprost powiedziała w swoim expose, iż należy dążyć do stworzenia w Europie supermocarstwa. Państwa członkowskie z kolei będą musiały się pogodzić z częściową utratą suwerenności. To jak wiemy bajki, bowiem suwerenności faktycznie kraje należące do UE nie mają, zaś sama Unia już jest supermocarstwem. Nie krył tego na przykład wspomniany zdrajca Radosław Sikorski podczas słynnego przemówienia, które ostatnio wygłosił w Niemczech. Unia to federacja – pisał wprost! Tymczasem nie ma takiej definicji (jeszcze?), mówiącej o federacjach nie będących państwami. Konfederacja – owszem! To tylko tymczasowy alians wiążący członków wspólnymi celami, zaś ustrój federalny określa istnienie konkretnych instytucji zwierzchnich ponad członkami.
Mówi zatem kanclerz Niemiec, że dopiero będzie to, co już jest. Co to faktycznie oznacza? Sprawa jest jasna – chodzi o krok naprzód. ,,Niemcy tylko wtedy będą silne, kiedy Europa się wzmocni”, mówi Merkel. Niemcy zaś nie powierzą rozbudowania własnej siły innym siłom, ale zajmą się tym same. Mamy tu zatem do czynienia z próbą przeforsowania jeszcze bardziej centralistycznej i totalitarnej doktryny, mającej w niedalekiej przyszłości zastąpić obecny system działania Unii. Zresztą to nie pierwszy raz. O koncepcji stworzenia państwa europejskiego pisałem już na blogu przynajmniej raz. Projekty te są szczegółowo opracowywane w postaci nowych traktatów, mających zastąpić ten z Lizbony. Tymczasem na różnych rozpoczyna się wielka ofensywa informacyjna. Ostatnio odnotowano podobny szturm w Wielkiej Brytanii...
Komisarz Viviane Reding zaproponował przekształcenie eurokołchozu w ,,Stany Zjednoczone Europy”. Przypomnę tylko, że komisarz jest w teorii przedstawicielem danego kraju w UE. Mamy zatem ciekawą sytuację – Brytyjczyk głosi powinność zlikwidowania państwa brytyjskiego na rzecz jakiś ,,Stanów Zjednoczonych”. Wyspiarze jednak pretendują do miana państwa poważnego, także władze nie pozostawiły na komisarzu suchej nitki i na nic się zdała obrona... Polaków, którym to ostatnio Cameron odmówił zasiłków. Warto tu zadać sobie jedno proste pytanie: czy fakt takiego wystąpienia Redinga jest czymś dziwnym, czymś niespodziewanym? Oczywiście nie. Takie posunięcie było jak najbardziej do przewidzenia. Otóż rośnie na wyspach siła Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), a wraz z nią nastroje eurosceptyczne. Przyczyniają się do tego między innymi imigranci – głównie Arabowie. Z tej przyczyny Unia musiała podjąć odpowiednie działania w celu zapobieżenia porażki w nadchodzącym referendum. Przypadek wystąpienia z UE Wielkiej Brytanii mógłby bowiem spowodować ,,efekt domina” z czego zdaje sobie sprawę Angela Merkel. Unię trzeba utrzymać przynajmniej przez jakiś czas zanim nie domknie się tego projektu, który możemy śmiało nazwać IV Rzeszą.
Niestety my nie mamy tego szczęścia, by posiadać polityków godnych jakiegokolwiek zaufania (Zd)Radek Sikorski nieomal błagał Niemcy o chwycenie mocniej sterów rozpadającego się kołchozu ,,Europa”, zaś Donek i Bronek tylko czekają na kolejne dyrektywy – od tego tu w końcu są. Zbawieniem byłoby dla tej zgrai nieudaczników oddanie swoich obowiązków – związanych głównie z płodzeniem bzdurnej legislacji - ,,wielkorządcom” z Brukseli. Zbawieniem byłby Pakt Zachodnioeuropejski w zamian armii narodowych i zupełne zniesienie granic. Niemcom oczywiście nie jest to potrzebne, jeśli chodzi o Polskę – oni przejmują rynek bez potrzebny rewizji traktatów. Posiadają większościowe udziały w niemal wszystkich polskich czasopismach, że o supermarketach nie wspomnę. Granica też powoli jest przesuwana – mają dwa mosty prowadzące do Świnoujścia (trasa 110 i 111 – wystarczy sprawdzić w Google Maps), zaś my posiadamy tylko 1, zdezelowany prom (w każdej chwili może zatonąć, więc nie ręczę za prawdziwość tej informacji). Cóż więc dla Niemiec taka Polska? Ano nic. Są jednak silniejsi przeciwnicy...
sobota, 4 stycznia 2014
Libertas - wizytówka autorska
Jako że w planach mam dalszą współpracę z miesięcznikiem Libertas (o którym była mowa przy okazji mojego pierwszego artykułu) nie będę o każdej publikacji zawiadamiał czytelników niniejszego bloga. Zamieszczam tutaj ,,odsyłacz" do mojej wizytówki autorskiej na portalu czasopisma, skąd można przenieść się bezpośrednio do opublikowanych przeze mnie tekstów. Ponadto zachęcam szczególnie zainteresowanych do przeglądania co miesiąc strony Libertas.pl, bo z całą pewnością można tam znaleźć również inne ciekawe teksty - często pokrywające się z tematyką mojego bloga.
Życzę miłej lektury!
Zakładka autorska
Tekst: Elity godne zaufania
Wystarczy kliknąć...
piątek, 3 stycznia 2014
Unia zapłaci za wszystko
Nie jest w zasadzie rzeczą prostą stwierdzenie, kto tak de facto rządzi eurokołchozem. Zasadniczo patrząc z samego teoretycznego – traktatowego – punktu widzenia całą władzę sprawuje Komisja Europejska, a jeszcze ściślej rzecz ujmując – szef tejże komisji (obecnie jest to ,,były” komunista Jose Manuel Barroso). To w jego rękach leży sedno władzy ustawodawczej dla całej Europy, które nieznacznie (o ile w ogóle) ogranicza Parlament Europejski. Ten jednak, wraz z mniejszymi komisjami do niego przyległymi, woli zajmować się reformą spłuczek do toalet niż uprawiać politykę. Nic dziwnego – mandaty poselskie nie zobowiązują tychże ok. 700 deputowanych do jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego.
Istnieją jednak na pewno grupy nacisku, którym to przypada znacznie większa siła niźli samemu generalnemu komisarzowi – mowa tu oczywiście m.in. o Niemcach i (ewentualnie) o innych liczących się krajach Europy. Niemcy jednak prowadzą swoją pokojową wojenkę zgodnie z prawem i zasadami funkcjonowania samej Unii, zaś np. Wielka Brytania musi się zdrowo nagimnastykować, aby wyrobić jakikolwiek posłuch. Tak było kilka tygodni temu, kiedy premier ,,wyspiarzy” Paul Cameron oświadczył, że jeśli władze UE nie zablokują przepływu emigrantów przez granice Brytyjczycy będą blokować wszelkie próby poszerzenia Wspólnoty o nowe państwa. To zaledwie drobna groźba, bo największą tamtejszy rząd straszy nie od dziś – chodzi oczywiście o wystąpienie z Unii. Tego eurokołchoz z pewnością by nie wytrzymał.
Niestety są i przypadki odwrotne, jak chociażby Łotwa, która wraz z 1 stycznia 2014 roku wymieniła własną narodową walutę na euro. Nie ulega wątpliwości, że przy tak skrajnym nadwątleniu wytrzymałości obozu ,,wspólnej waluty” podobny krok można nazwać wprost idiotyzmem. Nawet najbardziej proeuropejscy ,,eksperci” polscy zaświadczają, że przyjęcie euro DZISIAJ jest absolutnym błędem. Oczywiście sama Unia z chęcią dopłaci do łotewskiej transformacji walutowej, skoro może w tenże sposób uzyskać kolejną dobrze utuczoną krowę do przyszłego dojenia. Dodajmy, że taka ofiara jest Brukseli potrzebna, skoro powszechnie wiadomo, że Grecji nie uratuje już nic. Podobne postępowania niektórych krajów (w których znajduje się także Polska) potwierdza teorię red. Stanisława Michalkiewicza, że państwa dzielą się na dwie kategorie: poważne i pozostałe.
Pomijając tak poważne wydatki, jak Łotwa ,,Wielka Zjednoczona Europa” zamierza płacić jeszcze w innych, drobniejszych kwestiach – błahostkach, można rzec. I tak na przykład dowiadujemy się (z prasy Wschodniej, bo Zachodnia oczywiście milczy), że UE przeznaczy 12 milionów euro na... usuwanie syryjskiej broni chemicznej. Przypomnę dla jasności: krok ten podjęty przez prezydenta Asada jest wielkim sukcesem Rosji (Syria unika bowiem interwencji militarnej państw zachodnich). Kto wiem, może mamy tu do czynienia ze swego rodzaju rekompensatą, jaką Niemcy płacą właśnie Rosji za mieszanie się pewnych przedstawicieli państw członkowskich UE w sprawy Ukrainy – rodzimej strefy wpływów Moskwy? To zresztą nie pierwszy taki ukłon w stronę wschodniego konkurenta, bowiem Bruksela zobowiązała się także wzbogacić... Białoruś! Tą samą Białoruś, którą wyzywa się od niedemokratycznych, na którą nakłada się sankcje gospodarcze i Bóg wie, co jeszcze. Tymczasem 4 mln euro zostaną przeznaczone na Państwowy Komitet Standaryzacji Białorusi.
Na wspomniane drobnostki machnąć możemy ręką, bo wydatki na nie nijak się mają do kosztów utrzymania 700 darmozjadów w Parlamencie Europejskim (gdzie sama kawa im serwowana kosztuje 2 mln złotych), członków wszelkich komisji i komisyjek pracujących nad efektywnością toalet oraz oczywiście na biurokrację, płodzącą co jakiś czas tony nowej, postępowej legislacji.
Tymczasem nadchodzi nowy rok i nowe perspektywy. Wątpliwą rzeczą jest, by Unia już przez te 12 miesięcy całkowicie się zawaliła, jednak trzeba powoli, metodycznie popychać koślawe filary w celu przyspieszenia tego procesu. W tym celu należy w pierwszej kolejności odrzucić wszelkie brednie o tym, jakoby Unia była nam potrzebna chociażby ze smutnej konieczności – ani bezpieczeństwa narodowego nie wzmogą eurodeputowani, ani tym bardziej nie usprawnią gospodarczego rozwoju. Zresztą oni są tam tylko w charakterze pożytecznych idiotów – stoją niczym pionki na szachownicy butni i dumni ze swych stanowisk, choć doskonale zdają sobie sprawę, że prawdziwa gra toczy się gdzie indziej, a ich będzie można (jeśli pojawi się taka potrzeba) po prostu zdjąć z planszy.
PS
Grafika pod tytułem z tematem się bynajmniej nie wiąże, ale jest wynikiem przypadkowych poszukiwań zdjęcia bardziej właściwego. W każdym razie warto się zapoznać z ,,postępowym" krokiem, jakim było wydłużenie wieku emerytalnego - mieliśmy wszak równać do innych krajów UE. Tymczasem jesteśmy jednym z niewielu krajów o progu tak wysoki. Notabene ciekawą rzeczą jest, że nasz ukochany, zachodni sąsiad wiek emerytalny ma podobny...
PS
Grafika pod tytułem z tematem się bynajmniej nie wiąże, ale jest wynikiem przypadkowych poszukiwań zdjęcia bardziej właściwego. W każdym razie warto się zapoznać z ,,postępowym" krokiem, jakim było wydłużenie wieku emerytalnego - mieliśmy wszak równać do innych krajów UE. Tymczasem jesteśmy jednym z niewielu krajów o progu tak wysoki. Notabene ciekawą rzeczą jest, że nasz ukochany, zachodni sąsiad wiek emerytalny ma podobny...
czwartek, 19 grudnia 2013
Ukraina: za i przeciw
Często powtarzają się na popularnych portalach informacyjnych komentarze typu ,,Czego znów ta Ukraina?”, ,,Nie obchodzi mnie to” itp. Zasadniczo nic dziwnego, bowiem faktycznie z reguły zaledwie 10-20 % społeczeństwa jest realnie zainteresowana polityką, zaś reszta woli śledzić sprawy zgoła inne (jak chociażby ta najbardziej współczesna ,,Matka małej Madzi”). Łapią się oni przy tym na tzw. ,,tematy zastępcze” budowane i ciągnięte wciąż po to, by od rzeczywiście istotnych spraw odwrócić uwagę. Oczywista oczywistość, że ośmielę się zacytować.
W każdym razie Ukraina nie stanowi bynajmniej tematu zastępczego. Wprawdzie kwestia została już na dobre rozstrzygnięta (choć wcale nie powiedziane, że owo rozstrzygnięcie będzie przez wieczność aktualne), to jednak z rozegranego scenariusza wciąż możemy wyciągnąć ciekawe wnioski. Jak wiemy nasz wschodni sąsiad miał dwa wyjścia – Rosja i Unia Europejska. Janukowycz forsował usilnie pojednanie z Putinem, a tymczasem opozycja oraz część mieszkańców Kijowa (dodajmy: niezbyt duża część, bo w sumie uzbierał się blisko milion osób, a z innych miast jakoś nie dobiegały wieści o protestach poparcia dla ,,Majdanu”) wyrażała chęć integracji z UE. Sama Unia zaś nie wyglądała bynajmniej na zainteresowaną rozmowami, bo i nie pojawiły się jakiekolwiek wyraźniejsze interwencje, mimo że w przypadku stosunkowo niewielkich zmian konstytucyjnych na Węgrzech galimatias wywołano niemały.
Przesądzone – można powiedzieć. Janukowycz podpisał porozumienie z Rosja, a do Unii odwrócił się plecami. Cóż, scenariusz do tego odwrotny powtórzył się już w Polsce przed kilkoma laty, kiedy to my mieliśmy za zadanie wybrać między Wschodem a Zachodem. Przyjrzyjmy się zatem temu, co tak właściwie otrzymała Ukraina oraz to, co dostaliśmy my za przyłączenie się do eurokołchozu.
Po pierwsze: dotacje. Najbardziej rozpowszechnionym plusem Unii miały być owe pieniądze, które to takim zalewem miały do nas płynąć zaraz po przystąpieniu, a także później. I o ile na początku zastrzyk dla budżetu pobudził gospodarkę (chociaż możliwe, że ten wzrostowy proces rozwinął się dzięki zrzuceniu jarzma socjalizmu), o tyle później, czyli obecnie, nie kolejne pieniądze nie mają większego znaczenia. Mimo tego propaganda trwa – w telewizji lecą spoty reklamowe, na każdym niemalże budynku widnieje etykietka, że finansowane z funduszy UE itd. Niby to wsparcie dla samorządów. Tymczasem te, choć się rozwijają, również się zadłużają. Co w takim razie jest nie tak? Proste: Unia zobowiązuje rejon, w który wtłoczone są pieniądze do pokrycia 10% kosztów danej inwestycji. I tak oto gminy muszą dopłacać kwoty, których normalnie nie mogłyby wtłoczyć. Oczywiście dotacji brać nie trzeba, jednak skoro były obiecane... resztę możemy sobie dopowiedzieć sami.
Drugim elementem była swoboda podróżowania (a zatem i pracy w innych krajach Europy) oraz przepływu kapitału. Zasadniczo był to warunek konieczny, żeby w ogóle uczestniczyć w gospodarce Europy. Unia stosuje protekcjonizm względem swoich towarów, ułatwiając współpracę tym, którzy do niej należą. Jest to swego rodzaju terror gospodarczy, blokujący państwo zachodnie rynki zbytu. Wyjątkiem zatem jest tu chyba jedynie swoboda poruszania się bez paszportów... ale nie konno! Podobnie i bez psa lub kota! W takim wypadku należy zabrać ze sobą stertę dokumentów na temat zwierzęcia.
I tyle z naszych korzyści. Wad chyba nie muszę wymieniać, skoro zajmuję się tym w zasadzie co tydzień. Co tymczasem dostała Ukraina? Na sam początek korzystną sprzedaż państwowych obligacji (czyli w konsekwencji zmniejszenie długu publicznego), co można porównać do wspomnianego powyżej początkowego zastrzyku finansów, jaki dostała Polska od UE. Poza tym korzystną sprzedaż gazu (po 1/3 ceny). Tego chyba nie trzeba w ogóle komentować – jeden z podstawowych surowców współczesności za połowę ceny. Dodajmy przy tym, że straty Rosja zapewne zechce odbić sobie na innych państwach, co nie wróży nam za dobrze. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zaświadcza, że jego umowa z Rosją nie wyklucza pod żadnym względem integracji europejskiej, co zasadniczo można przyjąć dwojako – z jednej strony nawet Turcja stara się o członkostwo, mimo że dalej jej znacznie od UE niż współczesnej Ukrainie; z drugiego zaś frontu taki niepozorny, zdawałoby się, krok na Wschód może de facto oznaczać bardzo wiele.
Jedno pozostaje pewne – ani Unia, ani Rosja nie są dziś dla państwo środkowoeuropejskich odpowiednią alternatywą. Od zawsze środkowa Europa gryzła się zarówno ze Wschodem, jak i z Zachodem. W przeszłości jednak miała ku temu możliwości w postaci Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a dziś skazana jest na łaskę tyranów. Wiemy jednak jedno – na Ukrainie nie prędko zobaczymy jakąkolwiek poważną manifestację sodomitów, bo i Putin zakazał promowania tej ideologii w Rosji, zaś u nas, w Polsce, w taj materii zło dopiero się zaczyna.
PS
Zapraszam wszystkich czytelników do zapoznania się z działem ,,Audio i video”, gdzie zamieściłem film na temat kłamstw funduszy unijnych. Porządna analiza na temat wszelkich propagandowych łgarstw – szczególnie dla tych, którzy wciąż twierdzą, że jesteśmy coś Unii winni.
sobota, 14 grudnia 2013
Domowa Fabryczka
Witam wszystkich czytelników!
Tym razem mam zaszczyt zaprosić Państwa na stronę o zgoła odmiennej tematyce. Wszystko dla tych, którzy poszukują ciekawego przepisu na nowe danie, projektu ozdoby świąteczne, elementów plastycznych itp. Zapraszam!
http://domowafabryczka.blogspot.com
czwartek, 12 grudnia 2013
Świat się zmienia
Pacyfizm – bożyszcze współczesnych ludzi stawiane niemal na równi z osławioną neutralnością światopoglądową. Czym jest? Pojęcie to oznacza ni mniej ni więcej nastawienie ukierunkowane na osiągnięcie powszechnego pokoju. Co w tym złego? Ano to, że ów światowy ład próbuje się często osiągnąć nie bacząc na konsekwencje czy metody (ograniczające zwykle ludzką wolność). Ponadto pokój stanowi rzecz nadrzędną w każdym przypadku, więc staje się niejako nowym bogiem, a sam pacyfizm nową religią. Doktryna ta wiąże się zwykle ze szczytową wręcz naiwnością, pragnącą wierzyć, że do sprawiedliwego, dobrego pokoju nie dążą tylko sami pacyfiści, ale w ogóle wszyscy ludzie. Ci zaś z kolei, którzy oficjalne deklarują sprzeciw wobec tejże idei powinni zostać odstrzeleni... jak najbardziej w sposób pokojowy.
I tak oto przed kilkoma dniami wojska Francuskie lecące do Afryki nie zmierzały tam, by wywołać konflikt wojny, lecz w celu rozpoczęcia ,,operacji pokojowej”. Ten termin stworzyło zresztą ONZ i korzysta z niego – jak widać – po dzień dzisiejszy. Tylko idiota (mówiąc wprost) wciąż będzie wierzył w owe pokojowe działania, czytając kilka dni po wspomnianym wyruszeniu o trupach w stolicy jednego z afrykańskich państw. To w każdym razie żadna nowość – przywykliśmy do tego typu informacji studiując medialne doniesienia o kolejnych wyprawach Amerykanów na Bliski Wschód lub czytając w książkach na temat fiaska w Wietnamie.
Doktryna pacyfistyczna wyznaje również, że dążenia pokojowe będą się potęgować z czasem aż nastanie raj na Ziemi. Pytanie, jak w ogóle ktoś wierzący w słowa Pisma Świętego może uznać taką ideę za prawdziwą pominę, bo stratą czasu byłoby próbowanie dochodzenia prawdy. W parze z wspomnianą koncepcją idzie twierdzenie, iż koniunktura międzynarodowa nie ulegnie już nigdy zmianie – nigdy nie dojdzie do rewizji jakiś granic, a przede wszystkim nie odbędzie się to w wyniku wojny. I gdy na chłodno analizuje się politykę międzynarodową wniosek ten faktycznie się nasuwa na myśl – nie tylko pacyfistom, jak mniemam. Jednak czy nie myślano tak już kiedyś?
Sięgnijmy do historii. Obecnie bowiem forsuje się teorię, że to dzięki Unii Europejskiej (między innymi) taki powszechny pokój jest w ogóle możliwy. W myśl tej zasady to właśnie UE dostała swego czasu pokojową nagrodę Nobla. Przecież to fenomen! Cały kontynent tyle lat w pokoju... czyżby faktycznie fenomen?
Nie, nie i po trzykroć nie! Pierwszy konflikt, który ogarnął niemal cały świat nazwany został ,,wojnami napoleońskimi”. Znamy treść kryjącą się pod tym pojęciem, bo nasi przodkowie aktywnie brali udział w tychże wydarzeniach. Napoleon, jak również wiemy, upadł, a w celu przywróceniu ogólnoświatowego porządku zebrano się na Kongresie Wiedeńskim. Tutaj to po raz pierwszy największe mocarstwa (Austria, Prusy i Rosja) zaczęły układać zasady koegzystencji Europy i innych kontynentów. Ba! Powołano nawet Święte Przymierze, które miało przestrzegać zasad zawartych w postanowieniach wiedeńskich. Jakieś podobieństwo z naszym umiłowanym ONZ! Jest tylko jedna różnica – traktatu wcielającego w życie wspomniany twór nie aprobował papież, jak i Wielka Brytania (ta jednak aprobowała zawarte w nim postanowienia). Rzym pozostał przeciwny, zdając sobie sprawę z groźby.
Epizod ten zakończyła ostatecznie I wojna światowa – największa wojna wszech czasów. A co było po niej? Kolejna dawna ,,Unia Europejska” określona jako Liga Narodów. W tym wypadku podobieństwo do UE jest jeszcze wyraźniejsze: Liga przyłączyła do siebie Niemcy dopiero po jakimś czasie (były one przecież powszechnym wrogiem po I WŚ); podobnie Europejska Wspólnota Węgla i Stali powstała jako opozycja wobec Niemiec i dopiero później przyjęła je do związki. Co jeszcze? Liga Narodów za podstawowy cel swojej egzystencji powzięła... powszechne rozbrojenie! Tak, to żaden mit czy mało znaczące głos jakiegoś marnego przedstawiciela. To był najwyższy cel, przyświecający Lidze. Stowarzyszenie to upadło jednak i wybuchła II wojna światowa.
Co dalej? Możliwe, że schemat się powtórzy (jak dzieje się to w historii) albo zostanie przełamany na rzecz nowych rozwiązań. Jedno pozostaje pewne: światowy, wieczny pokój zapanuje po powtórnym przyjściu Zbawiciela – a tym na pewno nie są ani Niemcy, ani Francja, ani Rosja, ani żaden inny kraj głoszący pacyfistyczne idee. Podstaw zaś pod przyszły konflikt (lub konflikty) jest wiele. Szkocja – w 2014 roku odbędzie się tam referendum w sprawie niepodległości i odłączenia się od Wielkiej Brytanii. Hiszpania – Baskowie protestują nie od dziś, zaś rząd nie zezwolił na referendum w Katalonii, mające zatwierdzić odłączenie się tego ,,województwa” od państwa hiszpańskiego. Niemcy – Bawarczycy nie od dziś podkreślają chęć do stworzenia niepodległego państwa (które zasadniczo funkcjonuje w nazwie). Polska – Ruch Autonomii Śląska liczy... właśnie na autonomię; niektórzy jego członkowie twierdzą, że taki stan rzeczy jest nieunikniony. Ukraina – Krym zamieszkują w większości Rosjanie, a do tego zgłaszają do niego pretensje Tatarzy.
Wymieniać można wiele, a i to z pominięciem tych krajów, które powoli odsuwają się od Unii Europejskiej (Irlandia, Wielka Brytania, Węgry). To oczywiście sam środek Europy, a nie żadne odległe Emiraty Arabskie czy tonące w pożodze kraje Bliskiego Wschodu. To niemalże nasz podwórek, nasze granice. Tym bardziej podobne koncepcje nabiorą siły, kiedy narody zaczną zanikać z jeszcze większą intensywnością, jak teraz. Czy to źle? Może. Warto jednak, jak sądzę, po prostu mieć to wszystko na uwadze i nie dać się zaskoczyć. Wiemy przecież, że możemy liczyć tylko na siebie – państwa już nie ma.
poniedziałek, 9 grudnia 2013
O polskiej tradycji politycznej
Witam wszystkich czytelników po raz kolejny!
Chyba pierwszy raz w historii tego bloga mam zaszczyt zaprezentować tekst spoza portalu suwerenni.blogspot.com. Zapraszam do przeczytania mojego artykułu opublikowanego na łamach czasopisma Libertas:
Życzę miłej lektury!
środa, 4 grudnia 2013
Centralny Aparat Przemocy w ,,akcji"
Zapowiadane już wcześniej wideo na temat brutalnej interwencji Centralnego Aparatu Przemocy podczas Marszu Niepodległości, w wyniku której stracił przytomność przypadkowy przechodzień. Zapraszam do działu ,,Audio i video"!
Kontrrewolucja Środkowej Europy
Węgry – kraj wyklęty, jak moglibyśmy powiedzieć, przez bogów współczesnego Olimpu, czyli – posługując się dużym skrótem – niemal wszystkich brukselskich politykierów oraz wszelkich mętów wokół tego ,,jedynego słusznego” ośrodka zgromadzonych. Oczywiście nie chodzi o Węgry jako takie, ale raczej o Węgry Wiktora Orbana – niedemokratyczne, nietolerancyjne i niepostępowe. Cóż z tego, że premiera wybrała zdecydowana większość obywatele (na tyle liczna, że może on sam sprawować władze i nie bawić się w koalicję)? Jeśli Bruksela – naczelny stróż światowej demokracji – mówi, że zasady naszego umiłowanego ustroju zostały złamane, to tak właśnie się stało. I ile argumentów by przeciwko tym tezom nie wytaczać lud dalej będzie wierzył w owe zapewnienia o skorumpowanej, odległej władzy, której sam nawet obrać nie może.
Tak czy inaczej Węgry stanowią ogromny precedens. Już nie tylko silna Wielka Brytania grozi opuszczeniem eurokołchozu (niedawno przegłosowano ustawę, która zapewnia referendum w tej sprawie w 2017 roku), lecz także maleńkie państewko na granicy Bałkanów zaczyna budować instytucje, mogące zapewnić mu w przyszłości samodzielność i suwerenność. I o ile wybryki Wielkiej Brytanii to raczej próby zastraszenia Brukseli w celu wyciągnięcia z jej skarbca, jak największej ilości gotówki, o tyle Węgry wydają się grać zupełnie inną polityką. Orban zakończył przecież współpracę z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, spłacając jednocześnie długi zaciągnięte w przeszłości. Jednocześnie do konstytucji Węgier wraca paragraf o Koronie św. Stefana – artefakcie, pamiętającym jeszcze dzieje sprzed tysiąca lat. Jednocześnie Orban dodaje do ustawy zasadniczej zapis o roli tradycyjnych małżeństw.
Mamy zatem precedens – przy postępującym w Europie Zachodniej marksizmie samo centrum naszego kontynentu wydaje się cywilizacyjnie odbijać od paradygmatów forsowanych usilnie przez Unię. Zresztą to nic dziwnego, jeśli popatrzymy na historię. W XVI wieku to właśnie państwo węgierskie stanowiło silne oparcie dla papiestwa za co spotkał je koniec w Bitwie pod Mohaczem, w której Turcy rozgromili wojska węgierskie przy cichej aprobacie cesarzy niemieckich i ich stronnictwa. Ba! Nawet ówczesny król Korony Polskiej – Zygmunt I Stary nie przybył z odsieczą swojemu bratankowi, degustując się sekularyzacją Prus i utworzeniu pierwszego protestanckiego państwa świata. Na obronę Węgier łożyła wówczas pieniądze tylko jedna strona areny politycznej – papiestwo. Zresztą taki był plan: po ogromnych stratach finansowych Rzymu cesarz niemiecki miał otwartą drogę na Watykan. Nic dziwnego, że wkrótce po Mohaczu następuje sacco di Roma –doszczętne splądrowanie Wiecznego Miasta właśnie przez wojska cesarskie. Oczywiście o tym w szkołach się nie mówi, mimo że wydarzenie to zmieniło bieg historii.
Wróćmy jednak do współczesności. Dzisiaj Węgry wydają się odbudowywać dawną, konserwatywną siłę, opierając się przy budowie własnego państwa właśnie na zasadach chrześcijańskich. Podobnie dzieje się także w innych krajach. Ostatni Chorwaci w referendum wprowadzili do konstytucji zapis o tradycyjnym małżeństwie jako jednostce szczególnie chronionej. Wszystko to odbyło się wbrew woli lewackiego rządu, który to odgrażał się, że przez taki zapis Chorwacja może zostać uznana za kraj nietolerancyjny. Straszne! Całe szczęście idioty nie słuchało 66 procent chorwackiego społeczeństwa.
Również w Polsce możemy poszczycić się pewnymi sukcesami na tym polu, bowiem w styczniu tego roku Sejm RP odrzucił wniosek o legalizacje związków partnerskich, czym nie tyle dodał zapis o ochronie małżeństwa (bowiem u nas obowiązuje taki od dawna), o ile obronił tenże artykuł. Oczywiście na sprawach małżeńskich problemy z postępującym marksizmem się nie kończą i trudno cieszyć się tu z jakiegokolwiek sukcesu, kiedy ulicami wciąż przez jakiś czas przechodzą parady sodomitów, a na Placu Zbawiciela w Warszawie stoi (a raczej stała) tęcza – symbol wszelkiego pedalstwa (szczęśliwie spalony). Wciąż zasadniczą sprawą pozostają kwestie gospodarki, ogarnięte przez tą samą ideologię marksistowską, która próbuje burzyć kulturę. Niestety konserwatywny, wolnorynkowy elektorat zmuszony jest głosować na Janusza Korwia-Mikke, bo jak do tej pory scena polityczna nie dorobiła się innych piewców uwolnienia rynku.
Tak czy inaczej wygląda na to, że to właśnie centrum Europy może stać się za kilka/kilkanaście lat miejscem przełomu, gdzie ostatecznie marksizm zostanie odrzucony. W to należy wierzyć, to należy promować, na to czekać... i o to się modlić. A nuż dożyjemy lepszych czasów.
niedziela, 1 grudnia 2013
Ukraińska niedziela
Od przeszło tygodnia Ukrainą targają protesty, a wszystko za sprawą decyzji prezydenta Wiktora Janukowicza, który zaprzestał przygotowań, mających na celu wprowadzenie w niedalekiej przyszłości państwa naddnieprzańskiego do Unii Europejskiej. Powszechnie zaś wiadomo, że jeżeli nie Europa, to Rosja – i tu nie pierwszy już raz we współczesnej historii świat (a szczególnie państwa centralne naszego kontynentu) dostrzegamy brak takiego bytu politycznego, jakim była Rzeczpospolita Obojga Narodów. Porzućmy jednak rozważania o dziejach sprzed czterystu lat, bo brak republiki polsko-litewskiej (w której skład obecnie wchodziłaby jeszcze Łotwa, Białoruś, Ukraina, Słowacja, Czechy, Mołdawia i przynajmniej część Węgier) jest faktem. W takiej zatem pozycji należy rozważać sytuację Ukrainy.
Niczym nowym nie są także totalistyczne zapędy Federacji Rosyjskiej, odciskające się zapewne silnie także w sytuacji politycznej państwa polskiego, jednak nie tak bezpośrednio, jak ma się to na Ukrainie (oni to przecież są we Wspólnocie Niepodległych Państw, czyli swego rodzaju ,,unii azjatyckiej” pod kierownictwem Rosji). Wszystko zaś wskazuje na to, że naród kraju znad Dniepru powiedział ostatecznie ,,dość!” rosyjskiej supremacji, bowiem po decyzji prezydenta Janukowicza, jaka zapadłą w Wilnie obywatele wylegli na ulice.
Obecnie polskie (i nie tylko) media tematem dnia uczynili to, co dzieje się właśnie za naszą wschodnią granicą, więc otrzymujemy pospołu mnóstwo różnych informacji. Na podstawie ich tonu można wyciągnąć wniosek, że oto cała Ukraina płonie i brak w niej zakątków, gdzie protestujący nie ścieraliby się z służbami porządkowymi. Błąd! Faktycznie wieści, jakie ogłasza większość portali informacyjnych napływają niemal wyłącznie z Kijowa. To tam Centralny Aparat Przemocy (policja) rozpędziło w krwawy, brutalny sposób manifestację zwolenników zjednoczenia z Unią Europejską. Także tam doszło do gwałtownej kontry demonstrantów, prowadzonych przez szefów opozycyjnej partii ,,Swoboda”, w wyniku której zajęto kilka budynków administracji państwowej i próbowano nawet szturmem wedrzeć się do siedzimy prezydenta. Janukowicz zarzeka się, iż to nie on wydał polecenie rozpędzenia tłumu z EuroMajdanu, lecz wręcz takie działanie potępia, zaś opozycja prowadząca demonstracje określa tych, którzy napadli na siedzibę prezydenta mianem ,,rządowych prowokatorów”. Co ciekawe polskie media wydają się przychylać do opinii o sprowokowaniu zamieszek, choć jeszcze kilka tygodni temu kpiono powszechnie z idei, że podobne prowokacje polski rząd może urządzać na Marszu Niepodległości.
Faktem jest, że nie dowiemy się na chwilę obecną, co tak naprawdę dzieje się na Ukrainie. Warto sobie jednak uzmysłowić, że to wcale nie cały naród podrywa się do buntu, a hasła o kolejnej rewolucji – głoszone przez wspomnianą partię opozycyjną – mogą okazać się nic niewarte. Wniosek jest prosty – skoro milion manifestujących Francuzów nie zdołało wymusić na rządzie (oczywiście demokratycznym, bo zachodnim) zniesienia parszywej ustawy o związkach partnerskich, to tym bardziej niewiele znaczy 500 000 Ukraińców. Oczywiście liczba ich systematycznie się zwiększa, jednakże jak do tej pory nie doszło do podobnych zamieszek na terenie Lwowa, Odessy czy Charkowa. Z jakiegoś powodu podobne bunty wybuchły tylko w stolicy... i to z ,,niespodziewanym” wysunięciem się na czoło nacjonalistycznej partii ,,Swoboda”.
Zauważmy jeszcze jeden ciekawy ,,zbieg okoliczności”: polskie władze zgodnie poparły demonstrujących Ukraińców, a zatem i tych, którzy protestom przewodzą. Ba! W tej kwestii mamy historyczny przełom, bowiem Tusk i Kaczyńscy są zgodni – obaj głoszą, że Ukrainie trzeba pomóc wejść do UE, obaj głoszą poparcie dla protestującego ,,narodu”, a sam premier na Twitterze podziękował nawet prezesowi PiS-u za to, że wybrał się z delegacją za wschodnią granicę. A teraz przypomnijmy sobie wydarzenie sprzed kilku miesięcy – atak na prezydenta Komorowskiego jajkiem gdzieś pośród ukraińskiego tłumu. Kim był napastnik; nie wiemy – ,,Borowiki” nie zdołali ani ochronić zwierzchnika państwa przed uderzeniem jajkiem, ani pochwycić napastnika. Ale – cytując Michalkiewicza – skoro jesteśmy skazani na domysły, to się domyślajmy. Należy w takiej sytuacji zadać sobie pytanie: kto w ukraińskiej opinii publicznej w sposób najbardziej napastliwy odnosił się do polskiej wizyty na Wołyniu? Przedstawiciele nacjonalistycznej partii ,,Swoboda” - tej samej, która obecnie prowadzi z zapałem demonstracje antyrządowe! Tą samą partię popiera zatem cały establishment polski z Donkiem Tuskiem na czele! Zauważmy jeszcze, że partia ta ma w programie m.in. powszechnie uznanie za bohaterów bojowników z UPA – organizacji, która dopuściła się rzezi wołyńskiej. Ot wychodzi głupota z naszych politykierów i ujawnia się kolejny argument, że czy PiS, czy PO na jedno wychodzi.
Przypomnę jeszcze na zakończenie cel, jaki przyświeca protestującym – natychmiastowa dymisja prezydenta Janukowicza oraz równie natychmiastowe wybory. Mamy tu do czynienia z finiszem czysto politycznym, nie związanym bynajmniej zanadto z integracją europejską. I tu ponownie prześwieca gdzieś opozycyjna ,,Swoboda”, która na protestach i zadymach wydaje się wychodzić najlepiej.
PS
Z powodów technicznych nie pojawił się przy poprzednim wpisie zapowiadany film. Usterka ta wkrótce zostanie naprawiona, co oczywiście zakomunikuję.
PS
Z powodów technicznych nie pojawił się przy poprzednim wpisie zapowiadany film. Usterka ta wkrótce zostanie naprawiona, co oczywiście zakomunikuję.
środa, 27 listopada 2013
Lew poskromiony?
Podobno jedno z największych zagrożeń dla światowego pokoju zostało zażegnane, bowiem Iran zrezygnował ze swojego programu nuklearnego, a mówiąc ściślej – udostępnił wspomniany program dla obserwatorów z mocarstw światowych. Wielka euforia ogarnęła politykierów pokroju Baraka Obamy czy pani Ashton (,,naszej”, bo unijnej, minister od polityki zagranicznej), choć oczywiście nie odcisnęło to zbyt mocnego piętna na polskich ,,wybrańcach ludu”. Co tam dla nich jakieś rakiety nuklearne! My mamy ważniejsze problemy – tradycyjne, można by powiedzieć – aferę korupcyjną. Do tego Donek przemeblowuje własny gabinet, wymieniając błaźniących się już niejeden raz ministrów na takich, którzy zbłaźnić się dopiero zamierzają. Tak czy siak – czeka nas cyrk, a Iran niech robi, co zechce. Podobnie zresztą zachowały się polskie media, choć nic z wym dziwnego, bo przecież są one (w większości) częścią post-PRL-owskiego establishmentu.
Przyczyną takiego stanu rzeczy nie muszą być jednak ważniejsze sprawy, ale po prostu mus lojalnościowy. Może zwyczajnie nasi drodzy władycy trzymają stronę Izraela, który od razu potępił ideę porozumienia z Iranem, uważając ją za ,,historyczny błąd” - jak wyraził się premier państwa żydowskiego Benjamin Netanjah. W każdym razie niewiele zmieniłyby słowa Donka Tuska czy zdrajcy Radka Sikorskiego, więc może w lepszej sytuacji stajemy, wysłuchując ich milczenia w tej sprawie. Kto wie, a nuż przedstawiciele polskiego MSZ-u wpadliby na pomysł, żeby za ów ,,historyczny błąd” oskarżyć właśnie samą Polskę. Przypomnijmy chociażby Marsz Niepodległości i incydent, w wyniku którego spłonęła butka wartownicza przed rosyjską ambasadą. Niedługo po wspomnianym wydarzeniu to właśnie ,,nasz” MSZ ogłosił, że została złamana konwencja wiedeńska (o nienaruszalności terytorium ambasad), stawiając jednocześnie państwo polskie w najgorszej z możliwych sytuacji. Geniusze!
Wróćmy jednak na Bliski Wschód i do wspomnianego Izraela. Wystąpienia tamtejszego premiera nie sprowadzało się jedynie do ogłoszenia wszem i wobec wielkiego błędu, ale także do ogłoszenia, iż państwo żydowskie podejmie wszelkie środki obrony przeciwko Iranowi. Dziwaczne słowa, jak na moment porozumienia między przedstawicielami Izraela (oczywiście mam tu na myśli Stany Zjednoczone) a izraelskim wrogiem. To przecież głowic nuklearnych kraj wyznawców judaizmu bał się najbardziej! Chyba że Izraelczykom wcale nie chodzi o obronę, a o całkowite zdewastowanie nieprzyjaciół w tym rejonie. W takim wypadku możemy spodziewać się, że niedługo prezydent Iranu użyje broni chemicznej na podległych sobie cywilach – i cóż z tego, że nie ma wojny! A może dojdzie do jeszcze gorszego incydentu? Barak Obama po sukcesu w obradach z Iranem ogłosił wszem i wobec, że wynik rokowań przybliża cały świat do osiągnięcia pełnego ,,pokoju i bezpieczeństwa”. W odpowiedzi na te słowa jeden z internautów zacytował I List do Tesaloniczan: ,,Kiedy bowiem będą mówić ,,pokój i bezpieczeństwo” - tak niespodziewanie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą”. Co więcej dodać? Poczekamy – zobaczymy!
Nieco dalej na północny-zachód od Iranu, na Ukrainie, możemy obserwować przebieg oddalania się od Kijowa umowy stowarzyszeniowej z UE. W wyniku takiego obrotu sprawy ludzie wyszli na ulice, demonstrując swoje niezadowolenie. ,,Centralny Aparat Przemocy” (policja) rozpoczął tłamszenie tej miniaturowej rewolucji, a my mieliśmy okazję przeczytać w mediach, jak to ukraiński reżim uciska biedny naród. Szkoda, że tego rodzaju teksty pisane są pod flagą ukraińską, a nie zaś polską, gdzie również ,,Centralny Aparat Przemocy” używał podobnych metod względem tłumu zebranego na jak najbardziej pokojowej manifestacji 11 listopada. Wówczas to manifestujących nazywano bandytami nie zaś tych, którzy strzelali gumowymi kulami do kobiet i dzieci. Oczywiście nic w tym dziwnego – taka jest rola przekupnych mediów, aby wszelki sprzeciw wobec rozszerzania eurkołchozu wprost nazywać totalitaryzmem, faszyzmem, bandytyzmem czy czymkolwiek jeszcze by się dało.
Na zakończenia zapraszam wszystkich Państwa do obejrzenia materiału filmowego w dziale ,,Audio i video”, gdzie zamieściłem relację Telewizji Republika z brutalnego aresztowania przypadkowego przechodnia na Marszu Niepodległości.
piątek, 22 listopada 2013
Znienawidzony kraj znad Wisły
Rzeczpospolita
Polska stała się od jakiegoś czasu regularnym celem ataków ze
strony państw zachodnich. Prym wiodą tu oczywiście Niemcy,
publikujące co jakiś czas artykuły ze wspomnieniem ,,polskich
obozów zagłady” czy podejmując jeszcze ostrzejsze kłamliwe
ofensywy w postaci szeroko rozpowszechnionych filmów fabularnych. Od
rządu polskiego tymczasem nie można doprosić się kontrataku, a
nawet chociażby zwyczajnej obrony historii, którą tworzyli
przodkowie tychże osób zrzeszonych w rządzie. Ba! Przekaz słyszymy
wręcz odwrotny i to nie poprzez czytanie między wierszami, ale
wypowiedziany wprost. Przykładów możemy mnożyć wiele z ust
samego szefa polskiego MSZ-u, zdrajcy Radosława Sikorskiego.
Zacytujmy zatem kilka zdań z jego przemówienia wygłoszonego w
Berlinie na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej:
,,Zapewne
jestem pierwszym w historii ministrem spraw zagranicznych Polski,
który to powie: Mniej zaczynam się obawiać niemieckiej potęgi niż
niemieckiej bezczynności. Niemcy stały się niezbędnym narodem
Europy”. Tak oto słodził ,,nasz” minister tym, którzy
bezwzględnie realizują cel swojej polityki historycznej, jakim jest
powolne przerzucanie winy za zbrodnie II wojny światowej z Niemców
na Polaków.
Drugim
źródłem nieustającej antypolskiej ofensywy jest nie tyle państwo
członkowskie UE, co sama UE. Tutaj szturm odbywa się jednak nie
głównie w sferze polityczno-społecznej, ale wprost gospodarczej.
Polska jest bowiem krajem, który jak do tej pory spotkał się z
największą ilością pozwów przed europejskimi trybunałami – a
to za nie wdrożenie unijnych praw, a to z powodu problemu, jaki
miała pewna kobieta z dokonaniem w Polsce aborcji itp. itd. Ponadto
z pozycji brukselskiej atakują Rzeczpospolitą sami jej liderzy, jak
chociażby wspomniany powyżej zdrajca Radosław Sikorski. Na
berlińskim przemówieniu powiedział jednak nieco więcej –
zdradził nam, wbrew płynącej zewsząd propagandzie, że Unia
Europejska jest już państwem federalnym. Przecież powszechnie
polski tłumek ma wierzyć, że państwo o nazwie ,,Unia Europejska”
w ogóle nie istnieje. Skąd więc takie niedopatrzenie? A może na
tym etapie propagandy już nie potrzeba? Może wszystko zostało
wykonane poprawnie i demokratyczna większość uwierzyła w sączone
im z telewizorów bajeczki? Polskie poparcie dla UE zapisane w
najnowszych sondażach CBOS-u wprost świadczy, że tak właśnie
może być.
Na
tym jednak zdrajca Sikorski przemówienia nie zakończył. Stwierdził
on między innymi, że najważniejsze dla przetrwania Polski jest
przetrwanie strefy euro. Faktycznie brakuje tu jakiegokolwiek
związki, bo Polska we wspomnianej strefie nie uczestniczy... ale
skoro powiązania według Sikorskiego istnieją, to znaczy, że nawet
państwa nie należące muszą za upadek euro płacić. Ponadto szef
MSZ-u wysnuł imponujące plany pogłębienia centralizacji Unii
poprzez nadanie jeszcze szerszych kompetencji Komisji z jednoczesnym
połączeniem stanowiska naczelnego komisarza (przypomnijmy, że
nieobieralnego) z szefem Rady Europejskiej. Totalitaryzm szerzy się
pod tradycyjnym kapeluszem demokracji... co zresztą Niemcy doskonale
mają wyćwiczone dzięki Adolfowi Hitlerowi.
Kolejny
popis polskiej polityki zagranicznej mieliśmy po Marszu
Niepodległości, kiedy to od razu rzucili się ,,nasi” politycy do
przepraszania rządu Federacji Rosyjskiej za spalenie butki
strażniczej, która przecież i tak de facto należała do polskiej
policji i nie znajdowała się na terytorium ambasady. Padło w
wyniku incydentu i jego następstw słuszne stwierdzenie, że
Rosjanie zacieklej walczą o budkę strażniczą niż my o wrak
smoleński. Nic dziwnego – ,,nasi” parszywi politykierzy nie mają
odwagi podnieść głosu na obelgi i znieważenia płynące z
zagranicy. Nie po to zostali posadzeni na stołkach przez Brukselę,
Moskwę czy Berlin (a jeśli nie zostali wprost przez nich osadzeni,
to dzięki nim je trzymają), aby teraz gryźć rękę, która karmi.
Oni będą usłużni aż do ostatniej godziny.
Z
tej przyczyny za obronę Polski biorą się obywatele. W tym celu
powołano do życia Redutę Dobrego Imienia Polski – oddolną
organizację, mającą za zadanie przeciwstawiać się nadużyciom,
jakie rysują się za granicą na temat naszej ojczyzny. Organizacja
wytoczyła już pierwszy pozew przeciwko wspomnianemu filmowi
niemieckiemu, przedstawianemu z wielką aprobatą także w
,,polskich” mediach. Reduta regularnie namawia na swojej oficjalnej
stronie internetowej (http://reduta-dobrego-imienia.pl) do
przysyłania wszelkich przejawów zniesławiania Rzeczpospolitej, by
oni mogli przesłać sprawę dalej.
Niestety
przed przejawami wojny ekonomicznej Reduta nie zdoła nas ochronić.
Kolejnym krokiem w tej płaszczyźnie, jaką podjęła Unia
Europejska jest oskarżenie Polski o posiadanie nadmiernego deficytu.
Nie istnieją oczywiście kraje w całej Europie, które podobnie
tragicznego stanu finansów by nie posiadały (z Niemcami na czele),
ale oskarżenie wymierzone zostało właśnie w nas. Dołączamy
zatem do listy kandydatów na ,,następną Grecję”. Pytanie tylko
czy w tymże rankingu zwyciężymy, czy pojawią się jacyś
,,lepsi”. Konkurencji jednak ubywa, bo ostatnimi czasy Irlandia
zerwała współprace z unijną ,,pomocą” finansową, a Hiszpania
już to zapowiada. Łatwo zatem przewidzieć, że te kraje powoli
odbiją się od dna i sprawią, że Polska będzie coraz bliżej
niechlubnego szczytu. A to niczego dobrego nie wróży...
piątek, 15 listopada 2013
Przez kilka dni...
Dużo działo się w całej
Europie przez te kilka dni z opisanym już przeze mnie Marszem
Niepodległości na czele. Zresztą w jakimś sensie jest to
wydarzenie ogólnoeuropejskie, skoro organizatorzy goszczą na swoim
przedsięwzięciu przedstawicieli z Węgier, Słowacji czy Bułgarii.
Szczególnie nie dziwi delegacja z pierwszego wymienionego państwa,
bo jak wiemy Ruch Narodowy utrzymuje ścisłe kontakty z opozycyjną
partią Jobbik. Mimo to z pozostałymi narodami łączy nas równie
dużo.
Centrum Europy od zawsze
traktowane było przez jaśnie oświeconych politykierów z Brukseli
jako swego rodzaju unijne slumsy. Świadczy o tym nie tylko
nastawienie do państwa polskiego (a szczególnie ciągłe jego
wzywanie przed europejskie trybunały), bo to można stosunkowo łatwo
wytłumaczyć – w końcu Donka i Radka trudno poważnie traktować
– o tyle ofensywa przeciwko Węgrom, gdzie Orban zaczął powoli
robić porządki jest dobitnym tego przykładem. Ba! Wychodzi na to,
że owe slumsy Europy stoją intelektualnie wyżej niż cały
spaczony zboczeniami Zachód – przecież to właśnie Orban jako
pierwszy spłaca państwowe długi i zrywa stosunki z Międzynarodowym
Funduszem Walutowym, odchodząc jednocześnie od etatystycznych zasad
keynsizmu.
Bułgarzy z kolei rozpoczęli
ogólnopaństwową demonstrację przeciwko lewicowemu rządowi. Od
długiego już czasu młodzież bojkotuje Uniwersytet Sofijski –
naczelną uczelnię całej Bułgarii. Powodem jest wspomniany protest
przeciwko zakłamanym politykierom. Akcję poparło – jak pokazują
sondaże – 60 % całego społeczeństwa Bułgarskiego. Protestujący
domagają się natychmiastowej dymisji rządy oraz rozpisania
kolejnych wyborów. Podobne blokady – jak podają tamtejsze media –
dotknęły nie tylko Uniwersytet Sofijski, ale blisko 15 innych
uczelni rozsianych po całym państwie. Poza tym od blisko pięciu
miesięcy cała Bułgaria wstrząsana jest regularnymi
manifestacjami.
Tymczasem w Parlamencie
Europejskim wzmagają się antyunijne nastroje, spowodowane głównie
wzrastającej liczbie migrantów (głównie w Niemczech, Francji czy
Wielkiej Brytanii), jak i tragiczną sytuacją finansową nie tylko
strefy euro, lecz także wszystkich pozostałych państw
członkowskich Unii Europejskiej (z wyłączeniem wymienionych
powyżej Węgier). W celu skuteczniejszego sprzeciwienia się obecnej
polityce UE w Parlamencie ma powstać nowa partia z połączenia
francuskiego ,,Frontu Narodowego” i holenderskiej ,,Partii na rzecz
Wolności”. Członkostwa w nowym bycie politycznym odmówił inne
opozycyjne ugrupowania – w tym najsilniejsza ,,Europa Wolności i
Demokracji” Nigel'a Farage'a. Nowy twór miałby nosić nazwę
,,Europejski Sojusz na rzecz Wolności”, a jego głównym zadaniem
byłoby promowanie eurosceptycyzmu i powrotu do państw narodowym z
jednoczesnym obaleniem całego eurokołchozu (albo przynajmniej
zniszczeniem jego teraźniejszych struktur). Zasadniczo próby te nie
mają większego znaczenia, bo cała władza i tak wciąż pozostaje
w rękach nieobieralnej Komisji Europejskiej. Mimo to mamy do
czynienia z ciekawym precedensem potęgowania się nastrojów
antyunijnych.
Przenieśmy się teraz na Maltę.
Tak oto kraj zbudowany przez rycerzy od św. Jana zamierza
handlować... obywatelstwem. Już niedługo będzie można je zakupić
za jedyne 650 tys. euro. Niestety (a może wręcz odwrotnie?) liczba
miejsc jest ograniczona – rząd zamierza sprzedać 45 obywatelstw
oraz te ponadprogramowe dla rodzin osób, wykupujących je dla
siebie. Możliwe zatem, że zostanie sprzedane od 100 do 200
obywatelstw. Ma to przynieść Malcie blisko 30 milionów euro
dochodu. Zasadniczo kwestia ta nie ma większego znaczenia dla
pozostałych państwo członkowskich, jednak mamy znów do czynienia
z ciekawym precedensem, kiedy to państwa unijne próbują zdobywać
dochody, na czym się tylko da. Plusem całej tej sytuacji jest fakt,
że Malta nie próbuje opierać się na grabieniu obywateli, a szuka
jakiś innych rozwiązań.
Bruksela tymczasem ustaliła
budżet na kolejny rok – będzie to 142,6 mld euro na zobowiązania
oraz 135,5 mld euro na płatności. Polscy politycy wychwalają
oczywiście wspomniane postanowienie z unijnym komisarzem ds. budżetu
Januszem Lewandowskim na czele. Zresztą nic w tym dziwnego – o
stratach media i tak polskich obywateli nie poinformują, a zyski
będą opiewać na prawo i lewo.
Jednocześnie pojawił się
ostatnimi czasy raport Agencji Praw Podstawowych UE w sprawie
antysemityzmu. I tak oto dowiadujemy się już nie po raz pierwszy,
że Żydzi są niemalże męczennikami na obcej ziemi, a
niezadowolenie wobec ich narodu narasta przede wszystkim w
społecznościach internetowych. Wspomniana agencja zaapelowała z
tej przyczyny do wszystkich krajów członkowskich o bardziej
wyspecjalizowane działania na rzecz walki z antysemityzmem. Pada
między innymi propozycja o stworzenie specjalnych oddziałów
policji, które będą monitorowały internet i zwalczały negatywne
wypowiedzi wobec narodu żydowskiego. Stawia się nam zatem obraz
żydów-niewiniątek, nad którymi znęca się cały znany nam świat.
Tak podobno miało być przez całe dzieje – od Hiszpanii po
Rzeczpospolitą. Tymczasem to właśnie Żydzi byli źródłem
niszczycielskich praktyk w Europie, a to za sprawą handlu
niewolnikami, lichwy, złodziejskiego pobierania podatków,
ustanawiania monopoli niszczących wolną konkurencję itp., itd.,
etc.
wtorek, 12 listopada 2013
(Nie)podległość?
11 listopada minął.
Zastanawiające jest ile osób miast świętować tego dnia (bo i nie
ma czego, skoro faktyczna niepodległość znika powoli za stertami
papierów unijnej legislacji) śledziło prasowe lub internetowe
doniesienia w sprawie Marszu Niepodległości. Krążyło pewnie
nieraz w głowach uczestników życia publicznego, jak i zwykłym
obywateli pytanie: czy tym razem będzie spokojnie? Jednego jesteśmy
pewni: spokojnie nie było. Doszło do zamieszek, choć tym razem
miały one nieco inny charakter niż te sprzed roku. W zasadzie
wydarzenia z tego dnia (w kontekście samego Marszu Niepodległości)
należy rozpatrywać w trzech obszarach.
Na pierwszy ogień weźmy
narodowców. Nie ulega wątpliwości, że burdy, do których doszło
w Warszawie godzą szczególnie w Ruch Narodowy, starający się
zdobyć dobre imię w opinii społeczeństwa przed przyszłym
zaangażowaniem w politykę. Wielką jest bzdurą twierdzenie, iż
rozruchy godzą w dobre imię Polski na arenie międzynarodowej,
ponieważ ten efemeryczny twór językowy przestał istnieć wraz z
pierwszym rozbiorem polski. Powiedzmy zatem wprost: to, że straż
Marszu Niepodległości dopuściła do odłączenia się od głównego
pochodu mniejszych grupek wyraźnie agresywnych na pewno odbije się
echem w przyszłości całego Ruchu Narodowego. Oczywiście straż
nie została powołana do blokowania tego rodzaju incydentów, a tym
bardziej do ganiania po mieście i ścigania podpalaczy – to jest
oczywiste. Jednakże nie ulega również wątpliwości – powtórzę
to raz jeszcze – że do uniknięcia podobnych incydentów powinno
się dołożyć jak największych starań, jeśli myśli się o
realnym zaangażowaniu politycznym.
Przyjrzyjmy się jednak samym
,,zadymom” (jak okrzyknęły sprawę media). Doszło do trzech
poważnych (podobno) incydentów. Jako pierwszy rysuje się szturm
narodowców na budynek dawnej przychodni dla gruźlików. Obecnie
jest to zwykła rudera, a w zasadzie squat, czyli dom zamieszkane
przez pewne grupy ludzi bez zgodny właściciela. Cóż, warto może
zadać sobie pytanie, jakież to grupy zamieszkują owo miejsce? Sama
Gazeta Wyborcza (doskonale wszystkim znany czołowy symbol zdrady)
przyznała, że tenże squat zamieszkuje od 2012 roku ,,anarchizująca
i lewicowa młodzież”. Zaraz jednak GW zaczyna wychwalanie pod
niebiosa tegoż szczytu intelektualnego młodzieży polskiej, którzy
mieli niby budynek odremontować i zorganizować tam różnego
rodzaju koncerty. Podobno początkowo wysłano tam policję, by
oczyściła teren, ale nasi niezmordowani ,,strażnicy Teksasu”
zmienili zdanie, słysząc od ,,anarchizującej i lewicowej
młodzieży”, że ,,prawo do mieszkania jest ponad prawem
własności”. Przekonywujący argument. Proszę go, Szanowni
Państwo, zapamiętać, bo kiedy przyjdzie do was naćpany pijak i
stwierdzi, iż ma prawo u was zamieszkań, to nie próbujcie wzywać
policji – należy spakować manatki i się wynieść i bynajmniej
nie wierzyć w to, że w Polsce własność zostanie uszanowana.
Tymczasem polskie media nie mają
wątpliwości – to narodowcy atakowali, to narodowcy spalili
samochody. Jednakże druga strona (mieszkańcy owego squatu) podobno
odpowiadała na szturm obrzuceniem tłumu maszerujących butelkami i
kamieniami. Wiadomo, żadne media nie zaryzykują stwierdzenia, iż
bitwę rozpoczęła ,,anarchizująca i lewicowa młodzież”. Co to
to nie! Rozkazy są inne. To narodowcy są wysłannikami Mordoru i
oni zawsze są winni – przynajmniej do czasu poznania faktów.
Potem można wyciszyć okrzyki oburzenia... chyba, że okaże się,
iż faktycznie narodowcy spowodowali zamieszki. Wykluczyć tego nie
można, jednak byłoby to w zasadzie dobrym posunięciem –
przeciwwaga dla mediów głównego koryta.
Drugim osławionym miejscem
został plac, na którym postawiono ogromną tęczę – powszechnie
znany symbol sodomii i zboczenia. Tutaj krytyka nie przechodzi mi
niestety przez palce. Zresztą nie tylko mi – w internecie
pobrzmiewa mnóstwo głosów twierdzących coś w rodzaju ,,to
należało zrobić”. I owszem. Zboczeńcy powinni poznać polską
odpowiedź na swój kulturkampf już dawno, aby nie dochodziło do
podobnych zadym, jak ta na ostatnim wykładzie dra Paula Camerona w
Warszawie, gdzie zdemolowano katolickie publikacje i pobito młodą
kobietę. Przypomnę tylko, że wrocławski protest narodowców
przeciwko zdrajcy Baumanowi odbył się bez pobić i demolki, mimo to
zrobił w mediach głównego koryta większą furorę niż
warszawskie wyczyny pedalstwa.
Trzecim punktem zapalnym stała
się ambasada rosyjska. Narodowcy podpalili ,,przedpole” budynku i
nie zrobili nic więcej. Zatem jedyne, co zdołali tu zamanifestować,
to swoją bezradność, z której po cichu Rosjanie mogą się tylko
i wyłącznie śmiać. Gdyby mimo wszystko zdołali wtargnąć na
teren ambasady sprawy mogłyby potoczyć się mniej przyjemnie dla
całego naszego państwa. Za takie ekscesy nikt o zdrowych zmysłach
nie powinien się zabierać, jeśli nie ma za sobą czołgów,
samolotów, haubic, ludzi oraz pieniędzy.
I przychodzimy tu niejako
automatycznie do drugiej płaszczyzny zamieszek – międzynarodowej.
To właśnie podpalenie budki przy wspomnianej ambasadzie
doprowadziło Donka Tuska niemal do płaczu: nagle odważny premier
(który to zapowiadał użycie przeciwko narodowcom wszelkich środków
przemocy) przeprasza wszystkich wszem i wobec, zaś siebie już
pewnie widzi na kolanach przed Putinem. Dzień po zamieszkach
rosyjska Duma skarciła publicznie polskie władze, o czym dzienniki
i portale internetowe wszem i wobec poinformowały. Teraz pozostaje
Tuskowi bić pokłony w stronę Wschodu, a jeśli przyjdzie taka
konieczność, to należy nawet cmoknąć Władimira Putina prosto w
tyłek, zrzekając się przy okazji prawa do posiadania wraku
smoleńskiego.
Pozostała nam jeszcze trzecia
płaszczyzna: policyjna. Media zapowiadały wprost, że jednostek
policji na tegorocznym Marszu Niepodległości będzie więcej (mimo
że i tak ilość ludzi i sprzętu dotychczas biła niemal wszystkie
rekordy). W każdym razie służby porządkowe zachowały się jak
zwykle – nie zrobiły nic. Ach, jakże my to dobrze znamy: panowie
policjanci obserwują świat zza pancernych szyb samochodów, którymi
ruszają tylko wówczas, gdy trzeba wyjeździć przydziały paliwa.
Akcja na Marszu Niepodległości to szczyt niekompetencji, choć
przecież powszechnie wiadomo o patologicznych elementach Ruchu
Narodowego. Ale wiemy teraz z doświadczenia, że o ile nie stanowi
dla policji przeszkody otwieranie ognia do kobiet, dzieci oraz
starszych pań z różańcami (tak było w ubiegłym roku, jak i
wczoraj), o tyle walka z zamaskowanymi, uzbrojonymi bandytami
wychodzi poza ich kompetencje.
Popis czystego idiotyzmu dali
później również policjanci, wymuszając na władzach warszawy
rozwiązanie marszu. Organizatorzy nie zastosowali się do nakazów...
i dzięki Bogu! Proszę sobie wyobrazić: mamy wielki Marsz
Niepodległości i wokół niego kilka zamaskowanych grupek
czyniących rozróby, z którymi policja nie daje sobie rady. A tu
nagle ogromny tłum z głównego pochodu zaczyna się rozpraszać,
ładując się prosto na podpalające miasto grupki. Policyjnie
geniusze! Dzięki wam nie mam żadnych wątpliwości, dlaczego od
kilkuset lat Polska nie wygrała żadnej wojny.
Zakończmy na tym. Faktów na
temat zamieszek oczywiście brak, ale dosyć mam tych
pseudo-dziennikarskich obrazów, które serwowano nam przez całe
dzień 11 listopada łajdackie albo niekompetentne do granic
możliwości media. Tutaj stworzyłem własny obraz i myślę, że
jest o niebo bardziej prawdopodobny. Amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















